Ratownicy medyczni rozpoczynają przygotowania do ogólnopolskiego protestu. Decyzję podjęli w środę w Poznaniu, a akcja ma się rozpocząć na przełomie maja i czerwca.
Ratownicy chcą podwyżek. Rozmowy w tej sprawie z przedstawicielem ministerstwa zdrowia zakończyły się fiaskiem. Do Poznania przyjechało kilkuset ratowników z całej Polski. Jak mówią, zarabiają grosze.
- 1870 złotych netto. To jest dramat. Dlatego jedni ratują się pracując na kontraktach, czyli można powiedzieć dublują swoje etaty. Część pracuje w innych zawodach: budowlanka, turystyka. Nie jesteśmy w stanie wyżyć z takich pensji, to są pensje głodowe - mówi Stefan Pączek.
Ratownicy chcieli od razu 800 złotych podwyżki, a później w dwóch ratach po 400 zł. Przedstawiciel ministerstwa zdrowia podtrzymał wcześniejszą propozycję - w sumie 800 złotych podwyżki. Na więcej nie ma pieniędzy - usłyszeli ratownicy.
- Nasze ustalenia są takie, że w tym momencie rozpoczynamy akcję protestacyjną, która, miejmy nadzieję, rozleje się po całym kraju. Z racji zawodu nie możemy strajkować. Nie możemy opóźnić wyjazdu, nie możemy nie dojechać do pacjenta, bo to się kończy kryminałem - mówi Piotr Dymon.
Na początku będzie kampania informacyjna dla pacjentów - zapowiada Tomasz Wyciszkiewicz.
- Oflagujemy swoje karetki, oflagujemy siebie, będziemy mieć specjalne stroje. Niestety na koniec wykluczamy strajku głodowego - dodaje.
Na rozmowy z ratownikami przyjechał do Poznania dyrektor departamentu ratownictwa ministerstwa zdrowia Mateusz Komza. Nie chciał rozmawiać z dziennikarzami.
W całej Polsce pracuje około 14 tysięcy ratowników medycznych.
- 1870 złotych netto. To jest dramat. Dlatego jedni ratują się pracując na kontraktach, czyli można powiedzieć dublują swoje etaty. Część pracuje w innych zawodach: budowlanka, turystyka. Nie jesteśmy w stanie wyżyć z takich pensji, to są pensje głodowe - mówi Stefan Pączek.
Ratownicy chcieli od razu 800 złotych podwyżki, a później w dwóch ratach po 400 zł. Przedstawiciel ministerstwa zdrowia podtrzymał wcześniejszą propozycję - w sumie 800 złotych podwyżki. Na więcej nie ma pieniędzy - usłyszeli ratownicy.
- Nasze ustalenia są takie, że w tym momencie rozpoczynamy akcję protestacyjną, która, miejmy nadzieję, rozleje się po całym kraju. Z racji zawodu nie możemy strajkować. Nie możemy opóźnić wyjazdu, nie możemy nie dojechać do pacjenta, bo to się kończy kryminałem - mówi Piotr Dymon.
Na początku będzie kampania informacyjna dla pacjentów - zapowiada Tomasz Wyciszkiewicz.
- Oflagujemy swoje karetki, oflagujemy siebie, będziemy mieć specjalne stroje. Niestety na koniec wykluczamy strajku głodowego - dodaje.
Na rozmowy z ratownikami przyjechał do Poznania dyrektor departamentu ratownictwa ministerstwa zdrowia Mateusz Komza. Nie chciał rozmawiać z dziennikarzami.
W całej Polsce pracuje około 14 tysięcy ratowników medycznych.

Radio Szczecin