W Warszawie zakończyły się obchody 101. rocznicy wybuchu Powstania Wielkopolskiego. Są one organizowane dzień po głównych uroczystościach, które co roku 27 grudnia odbywają się w Poznaniu.
Obchody poprzedziła msza święta w kościele ojców dominikanów pod wezwaniem św. Jacka odprawiona w południe.
Podczas homilii ojciec Stanisław Tasiemski zwrócił uwagę, że nasi przodkowie mieli świadomość, iż każdy człowiek ma prawo mieć swoją ojczyznę.
- Nie może być traktowany u siebie jako obywatel drugiej kategorii. Stąd sprzeciw wobec przemocy, która na 123 lata rozdzieliła Polskę - powiedział dominikanin.
Na placu Marszałka Józefa Piłsudskiego nastąpiła uroczysta zmiana warty na posterunku honorowym przed Grobem Nieznanego Żołnierza, a także odśpiewanie hymnu, odczytanie Apelu Pamięci, oddanie salwy honorowej i złożenie kwiatów przez poszczególne delegacje. Modlitwę w intencji wszystkich poległych w obronie ojczyzny poprowadził metropolita warszawski, kardynał Kazimierz Nycz.
Gospodarz uroczystości, marszałek województwa wielkopolskiego, Marek Woźniak powiedział, że powstanie zwyciężyło między innymi dzięki nowoczesnemu i dobrze zorganizowanemu społeczeństwu na tych ziemiach.
- Przez lata zaborów skutecznie broniło się przed germanizacją i zdolne było podjąć walkę zbrojną, gdy przyszła pora. Wielkopolanie zwyciężyli dzięki powszechności powstania, jego doskonałej organizacji i przede wszystkim solidarności społecznej. Ta solidarność zdecydowała, że nie zakończyli walki w momencie zwycięstwa nad Prusakami - mówił marszałek.
Przypomniał też, że część Powstańców Wielkopolskich tuż po zakończeniu walk pojechała wspomóc rodaków w innych częściach kraju.
- Nasi przodkowie poszli walczyć w powstaniach śląskich, podążyli na odsiecz Lwowa i Małopolski Wschodniej, zajętych przez Ukraińców. Stali się postrachem wojsk bolszewickich - wyjaśnił Marek Woźniak.
Wspomniał przy tym o udziale w walkach o Lwów Ochotniczej Kompanii Poznańsko-Lwowskiej dowodzonej przez poruczników Jana Ciaciucha i Maksymiliana Soldenhoffa czy Grupy Wielkopolskiej dowodzonej przez pułkownika Daniela Konarzewskiego.
Uroczystości w stolicy zakończyły się na cmentarzu wojskowym na Powązkach, gdzie złożono wieńce przy pomniku na kwaterze Powstańców Wielkopolskich i Śląskich.
Organizatorami wydarzenia byli Samorząd Województwa Wielkopolskiego, Towarzystwo Pamięci Powstania Wielkopolskiego 1918-1919 i Dowództwo Garnizonu Warszawa. W uroczystościach wzięli udział między innymi przedstawiciele władz państwowych, samorządu, służb mundurowych, harcerze i uczniowie.
Powstanie wielkopolskie wybuchło 27 grudnia 1918 roku, w reakcji na demonstracje Niemców sprzeciwiających się wizycie w Poznaniu polskiego pianisty i działacza niepodległościowego Ignacego Jana Paderewskiego. W szczytowym momencie walk armia powstańcza liczyła 72 tysiące dobrze wyposażonych żołnierzy.
Zryw niepodległościowy zakończył się zwycięstwem i doprowadził do wyzwolenia spod władzy niemieckiej niemal całej Wielkopolski.
Podczas homilii ojciec Stanisław Tasiemski zwrócił uwagę, że nasi przodkowie mieli świadomość, iż każdy człowiek ma prawo mieć swoją ojczyznę.
- Nie może być traktowany u siebie jako obywatel drugiej kategorii. Stąd sprzeciw wobec przemocy, która na 123 lata rozdzieliła Polskę - powiedział dominikanin.
Na placu Marszałka Józefa Piłsudskiego nastąpiła uroczysta zmiana warty na posterunku honorowym przed Grobem Nieznanego Żołnierza, a także odśpiewanie hymnu, odczytanie Apelu Pamięci, oddanie salwy honorowej i złożenie kwiatów przez poszczególne delegacje. Modlitwę w intencji wszystkich poległych w obronie ojczyzny poprowadził metropolita warszawski, kardynał Kazimierz Nycz.
Gospodarz uroczystości, marszałek województwa wielkopolskiego, Marek Woźniak powiedział, że powstanie zwyciężyło między innymi dzięki nowoczesnemu i dobrze zorganizowanemu społeczeństwu na tych ziemiach.
- Przez lata zaborów skutecznie broniło się przed germanizacją i zdolne było podjąć walkę zbrojną, gdy przyszła pora. Wielkopolanie zwyciężyli dzięki powszechności powstania, jego doskonałej organizacji i przede wszystkim solidarności społecznej. Ta solidarność zdecydowała, że nie zakończyli walki w momencie zwycięstwa nad Prusakami - mówił marszałek.
Przypomniał też, że część Powstańców Wielkopolskich tuż po zakończeniu walk pojechała wspomóc rodaków w innych częściach kraju.
- Nasi przodkowie poszli walczyć w powstaniach śląskich, podążyli na odsiecz Lwowa i Małopolski Wschodniej, zajętych przez Ukraińców. Stali się postrachem wojsk bolszewickich - wyjaśnił Marek Woźniak.
Wspomniał przy tym o udziale w walkach o Lwów Ochotniczej Kompanii Poznańsko-Lwowskiej dowodzonej przez poruczników Jana Ciaciucha i Maksymiliana Soldenhoffa czy Grupy Wielkopolskiej dowodzonej przez pułkownika Daniela Konarzewskiego.
Uroczystości w stolicy zakończyły się na cmentarzu wojskowym na Powązkach, gdzie złożono wieńce przy pomniku na kwaterze Powstańców Wielkopolskich i Śląskich.
Organizatorami wydarzenia byli Samorząd Województwa Wielkopolskiego, Towarzystwo Pamięci Powstania Wielkopolskiego 1918-1919 i Dowództwo Garnizonu Warszawa. W uroczystościach wzięli udział między innymi przedstawiciele władz państwowych, samorządu, służb mundurowych, harcerze i uczniowie.
Powstanie wielkopolskie wybuchło 27 grudnia 1918 roku, w reakcji na demonstracje Niemców sprzeciwiających się wizycie w Poznaniu polskiego pianisty i działacza niepodległościowego Ignacego Jana Paderewskiego. W szczytowym momencie walk armia powstańcza liczyła 72 tysiące dobrze wyposażonych żołnierzy.
Zryw niepodległościowy zakończył się zwycięstwem i doprowadził do wyzwolenia spod władzy niemieckiej niemal całej Wielkopolski.
- Nie może być traktowany u siebie jako obywatel drugiej kategorii. Stąd sprzeciw wobec przemocy, która na 123 lata rozdzieliła Polskę - powiedział dominikanin.
Wielkopolanie zwyciężyli dzięki powszechności powstania, jego doskonałej organizacji i przede wszystkim solidarności społecznej. Ta solidarność zdecydowała, że nie zakończyli walki w momencie zwycięstwa nad Prusakami - mówił marszałek.

Radio Szczecin