Mija 10 lat od rozpoczęcia najbardziej krwawego konfliktu naszych czasów. 15 marca 2011 roku doszło do pierwszych protestów w Syrii, które w ciągu następnych miesięcy przerodziły się w wojnę domową.
Jej oficjalny bilans to ponad pół miliona zabitych, ale zarówno ONZ jak i organizacje pomocowe twierdzą, że ofiar jest znacznie więcej.
Demonstracje w Syrii to efekt przechodzącej dziesięć lat temu przez Bliski Wschód rewolucji zwanej "arabską wiosną". Bezpośrednim powodem pierwszej manifestacji w Syrii było zatrzymanie nastolatków, którzy malowali antyrządowe graffiti w mieście Daraa.
- Liczono tylko na to, że władze staną się mniej brutalne, mniej będą ludzi torturować czy aresztować bez powodu - mówi Polskiemu Radiu prezes Polskiego Centrum Pomocy Międzynarodowej Wojciech Wilk, który 10 lat temu był w Syrii. Prezydent Baszar al-Asad zdecydował jednak o krwawym stłumieniu protestów, co spowodowało kolejne demonstracje. Po kilku tygodniach powstały zbrojne ugrupowania opozycji, a późną wiosną doszło do pierwszych walk zbrojnych.
Bilans wojny to całkowicie zrujnowany kraj i 13 milionów osób, które musiały uciekać z domów. Dzisiaj większość Syrii jest z powrotem w rękach Baszara al-Asada, ale wojna zdaje się nie mieć końca, bo walki wciąż trwają w prowincji Idlib, jedynej opanowanej przez rebeliantów.
Demonstracje w Syrii to efekt przechodzącej dziesięć lat temu przez Bliski Wschód rewolucji zwanej "arabską wiosną". Bezpośrednim powodem pierwszej manifestacji w Syrii było zatrzymanie nastolatków, którzy malowali antyrządowe graffiti w mieście Daraa.
- Liczono tylko na to, że władze staną się mniej brutalne, mniej będą ludzi torturować czy aresztować bez powodu - mówi Polskiemu Radiu prezes Polskiego Centrum Pomocy Międzynarodowej Wojciech Wilk, który 10 lat temu był w Syrii. Prezydent Baszar al-Asad zdecydował jednak o krwawym stłumieniu protestów, co spowodowało kolejne demonstracje. Po kilku tygodniach powstały zbrojne ugrupowania opozycji, a późną wiosną doszło do pierwszych walk zbrojnych.
Bilans wojny to całkowicie zrujnowany kraj i 13 milionów osób, które musiały uciekać z domów. Dzisiaj większość Syrii jest z powrotem w rękach Baszara al-Asada, ale wojna zdaje się nie mieć końca, bo walki wciąż trwają w prowincji Idlib, jedynej opanowanej przez rebeliantów.

Radio Szczecin