Oddać głos chce ponad 160 tysięcy wyborców. W wielu miejscach trzeba się nastawić na kolejki.
Najbardziej oblegane komisje to: Ilford w północno-wschodnim Londynie (komisja nr 330, ponad 3500 zgłoszeń), Nottingham (komisja nr 373: prawie 3300 zgłoszeń) i Peterborough (komisja 353, ponad 3200 wniosków). W pierwszej piątce są też: Reading (niemal 2900 zgłoszeń) i Liverpool (ponad 2850). Kolejne komisje, gdzie można się spodziewać długiego czekania to:Edynburg I (2768), Leicester (2753) i Edynburg II (2745). Ponad 2500 Polaków chce głosować w sześciu lokalach w Londynie, w tym trzech przy ambasadzie i nieopodal, przy New Cavendish Street. A także w obu placówkach w Bristolu, w Sheffield i Aberdeen i Bournemouth.
Najmniej osób zarejestrowało się w północnoirlandzkim miasteczku Omagh. Tu głosować chce niespełna 600 Polaków i Polek.
Od ponad dwudziestu lat komisje za granicą na policzenie głosów mają dwadzieścia cztery godziny. W tym roku zmieniły się jednak zasady: karcie musi się przyjrzeć każdy członek komisji, co w zamierzeniu ma zmniejszyć prawdopodobieństwo pomyłek lub nadużyć. Co więcej, w tym roku trzeba też policzyć głosy w referendum.To dlatego pracownicy komisji wyborczych spodziewają się intensywnej pracy.
W Królestwie stworzono w tym roku rekordową liczbę komisji: 77, o 23 więcej, niż cztery lata temu. W samej stolicy lokali jest dwadzieścia.
Liczba zarejestrowanych będzie prawdopodobnie nieco inna od liczby głosujących. Z jednej strony niektórzy zagłosują w Londynie czy Belfaście na podstawie zaświadczeń z gminy w Polsce. Z drugiej strony nie wszyscy, którzy się zarejestrowali pójdą w dniu wyborów do lokalu wyborczego.

Radio Szczecin