Rozbite sklepowe witryny, starcia z policją i zatrzymania. Tak skończył się sobotni protest we Frankfurcie nad Menem. Młodzieżowe demonstracje na ulicach Niemiec miały dwa oblicza. Na pokojowej części w 34 miastach niezadowolenie z polityki rządu pokazało mniej uczestników, niż zapowiadano, łącznie około 100 tysięcy. Jednak po zapadnięciu zmroku w dużych miastach pojawili się ekstremiści.
Najgoręcej było we Frankfurcie nad Menem. Tamtejsza demonstracja była najliczniejsza w Niemczech, bo zgromadziła blisko 10 tysięcy uczestników. Policja co pewien czas wstrzymywała pochód, gdy część maszerujących zaczynała zasłaniać twarze i odpalono petardy. Po nieudanej próbie opanowania sytuacji demonstracja została oficjalnie rozwiązana, ale nie rozeszli się ludzie dążący do konfrontacji. W stronę policji poleciały kamienie, petardy i koktajle Mołotowa.
Szef MSW Hesji, w której leży Frankfurt, przekazał, że w tłum weszło około 100 lewicowych ekstremistów i to oni eskalowali sytuację. Zamknięta została Zeil, czyli jedna z najpopularniejszych ulic handlowych w Niemczech. To tam zniszczono witryny sklepowe i dokonano kradzieży. Zatrzymano 30 osób.
Do ulicznych starć zakończonych użyciem przez policję armatek wodnych i gazu pieprzowego doszło też w Hamburgu, Berlinie, Stuttgarcie, Bremie i Kolonii. Lekko rannych zostało w całym kraju ponad 30 policjantów.
Szef MSW Hesji, w której leży Frankfurt, przekazał, że w tłum weszło około 100 lewicowych ekstremistów i to oni eskalowali sytuację. Zamknięta została Zeil, czyli jedna z najpopularniejszych ulic handlowych w Niemczech. To tam zniszczono witryny sklepowe i dokonano kradzieży. Zatrzymano 30 osób.
Do ulicznych starć zakończonych użyciem przez policję armatek wodnych i gazu pieprzowego doszło też w Hamburgu, Berlinie, Stuttgarcie, Bremie i Kolonii. Lekko rannych zostało w całym kraju ponad 30 policjantów.

Radio Szczecin