Szef Kancelarii Prezydenta zlecił wewnętrzny audyt w sprawie ułaskawienia przedsiębiorcy Adama S. W czerwcu 2009 roku prezydent Lech Kaczyński ułaskawił Adama S. przedsiębiorcę z Kwidzyna. Sprawa wywołuje komentarze, ponieważ trzy tygodnie przed ułaskawieniem, S. założył spółkę z Marcinem Dubienieckim, mężem córki prezydenta.
Rzecznik prasowy Prokuratury Generalnej, Mateusz Martyniuk potwierdził IAR, że Prokurator Generalny wszczął 12 maja 2009 roku postępowanie ułaskawieniowe, a 10 dni później wydał negatywną opinię w tej sprawie. Prokurator Generalny uważał, że nie ma przesłanek do ułaskawienia Adama S. Według relacji rzecznika podpis pod wnioskiem złożył ówczesny szef Kancelarii Prezydenta Piotr Kownacki. Mateusz Martyniuk podkreślił, że prokurator wydał swoją opinię, ale prezydent nie jest związany ani jego opinią, ani opinią sądu.
Rzecznik wyjaśnił, że rozpatrując wniosek, prokurator nie zasięgał opinii sądu. Takie postępowanie było spowodowane decyzją prezydenta, jaka była dołączona do pisma z prezydenckiej Kancelarii. Jak powiedział, do pisma ułaskawienieniowego było dołączona decyzja prezydenta o wszczęciu postępowania wraz z rezygnacją z opinii sądu. Prokurator był taką decyzją związany, więc nie korzystał z opinii sądu, a wydał własną opinię.
Według Jarosława Kaczyńskiego sprawa ułaskawienia Adama S. jest elementem kampanii przeciwko Lechowi Kaczyńskiemu. Rzecznik PiS Adam Hofman powiedział, że ułaskawienie odbyło się zgodnie z przyjętymi przez Lecha Kaczyńskiego bardzo surowymi kryteriami. Po pierwsze wykonywanie wyroku zostało zawieszone i Adam S. przebywał na wolności, po drugie - spłacił wszystkie zobowiązania, a po trzecie prowadził działaność charytatywną.
"Te ostre kryteria świętej pamięci Lecha Kaczyńskiego zostały przez ministrów, którzy to przygotowali uwzględnione i w ten sposób przedstawione prezydentowi". - powiedział. Adam Hofman dodał, że inaczej niż w sprawach morderstw, takich jak lincz we Włodowie, którymi prezydent zajmował się osobiście, w tym przypadku polegał na opinii swoich urzędników - między innymi Andrzeja Dudy. Rzecznik PiS podkreślił, że nigdzie nie pojawiło się nazwisko Marcina Dubienieckiego. "Tak, że łączenie tych faktów jest taką nieładną propagandą przed 10 kwietnia" - powiedział Adam Hofman.
Jarosław Kaczyński uważa, że podnoszenie sprawy Adama S. służy zniesławianiu Lecha Kaczyńskiego przed rocznicą katastrofy. "Niedługo przed 10 kwietnia znów próbuje się podjąć bez żadnych podstaw akcję obrażania pamięci prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej i mojego brata. To jest po prostu haniebne" - powiedział prezes PiS.
Profesor Tomasz Nałęcz doradca prezydenta Bronisława Komorowskiego powiedział dziennikarzom, że decyzja Jacka Michałowskiego " nie jest kampanią prowadzoną przeciwko komukolwiek". "Jeśli już mówić co jest intencją naszych działań, to żeby w wyniku naszych wyjaśnień osoba zmarłego prezydenta była poza wszelkim podejrzeniem" - powiedział.
Nałęcz deklaruje, że po zakończeniu audytu, wszystkie dokumenty, które będzie można pokazać, zostaną udostępnione opinii publicznej. O tym , że 9 czerwca 2009 roku Prezydent Lech Kaczyński ułaskawił Adama S., przedsiębiorcę z Kwidzyna, pierwsza napisała "Gazeta Wyborcza" . 8 maja miała zapaść decyzja, że wniosek będzie rozpatrywany w stosowanym rzadko trybie, tak zwanym prezydenckim, kiedy to głowa państwa zwraca się do prokuratury czy sądów o informacje i opinie na temat skazanego, którego chce ułaskawić. Nałęcz powiedział, że w poprzedniej kadencji prezydenckiej, takich spraw było 18.
Adam S. miał prawie przez osiem lat oszukiwać urząd skarbowy i Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych. Wyłudził od PFRON ponad 120 tysięcy złotych, a Skarb Państwa stracił co najmniej 30 tysięcy. W śledztwie i przed sądem interesy Adama S. reprezentował Marek Dubieniecki, ojciec Marcina.
Piotr Kownacki proszony przez Polskie Radio o wypowiedź w tej sprawie, odmówił komentarza.
Jak czytamy na stronach kancelarii prezydenta, akt łaski nie zmienia wyroku sądu i nie podważa winy skazanego. Celem postępowania ułaskawieniowego jest ustalenie, czy po wydaniu prawomocnego wyroku zaistniały w życiu skazanego szczególne wydarzenia powodujące nadmierną dolegliwość wymierzonej kary. Prezydent stosując prawo łaski rozważa opinie i sugestie pozostałych organów, biorących udział w procedurze ułaskawieniowej, to znaczy stanowiska sądu orzekającego w sprawie, opinie administracji zakładów karnych oraz wnioski Prokuratora Generalnego.
Rzecznik wyjaśnił, że rozpatrując wniosek, prokurator nie zasięgał opinii sądu. Takie postępowanie było spowodowane decyzją prezydenta, jaka była dołączona do pisma z prezydenckiej Kancelarii. Jak powiedział, do pisma ułaskawienieniowego było dołączona decyzja prezydenta o wszczęciu postępowania wraz z rezygnacją z opinii sądu. Prokurator był taką decyzją związany, więc nie korzystał z opinii sądu, a wydał własną opinię.
Według Jarosława Kaczyńskiego sprawa ułaskawienia Adama S. jest elementem kampanii przeciwko Lechowi Kaczyńskiemu. Rzecznik PiS Adam Hofman powiedział, że ułaskawienie odbyło się zgodnie z przyjętymi przez Lecha Kaczyńskiego bardzo surowymi kryteriami. Po pierwsze wykonywanie wyroku zostało zawieszone i Adam S. przebywał na wolności, po drugie - spłacił wszystkie zobowiązania, a po trzecie prowadził działaność charytatywną.
"Te ostre kryteria świętej pamięci Lecha Kaczyńskiego zostały przez ministrów, którzy to przygotowali uwzględnione i w ten sposób przedstawione prezydentowi". - powiedział. Adam Hofman dodał, że inaczej niż w sprawach morderstw, takich jak lincz we Włodowie, którymi prezydent zajmował się osobiście, w tym przypadku polegał na opinii swoich urzędników - między innymi Andrzeja Dudy. Rzecznik PiS podkreślił, że nigdzie nie pojawiło się nazwisko Marcina Dubienieckiego. "Tak, że łączenie tych faktów jest taką nieładną propagandą przed 10 kwietnia" - powiedział Adam Hofman.
Jarosław Kaczyński uważa, że podnoszenie sprawy Adama S. służy zniesławianiu Lecha Kaczyńskiego przed rocznicą katastrofy. "Niedługo przed 10 kwietnia znów próbuje się podjąć bez żadnych podstaw akcję obrażania pamięci prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej i mojego brata. To jest po prostu haniebne" - powiedział prezes PiS.
Profesor Tomasz Nałęcz doradca prezydenta Bronisława Komorowskiego powiedział dziennikarzom, że decyzja Jacka Michałowskiego " nie jest kampanią prowadzoną przeciwko komukolwiek". "Jeśli już mówić co jest intencją naszych działań, to żeby w wyniku naszych wyjaśnień osoba zmarłego prezydenta była poza wszelkim podejrzeniem" - powiedział.
Nałęcz deklaruje, że po zakończeniu audytu, wszystkie dokumenty, które będzie można pokazać, zostaną udostępnione opinii publicznej. O tym , że 9 czerwca 2009 roku Prezydent Lech Kaczyński ułaskawił Adama S., przedsiębiorcę z Kwidzyna, pierwsza napisała "Gazeta Wyborcza" . 8 maja miała zapaść decyzja, że wniosek będzie rozpatrywany w stosowanym rzadko trybie, tak zwanym prezydenckim, kiedy to głowa państwa zwraca się do prokuratury czy sądów o informacje i opinie na temat skazanego, którego chce ułaskawić. Nałęcz powiedział, że w poprzedniej kadencji prezydenckiej, takich spraw było 18.
Adam S. miał prawie przez osiem lat oszukiwać urząd skarbowy i Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych. Wyłudził od PFRON ponad 120 tysięcy złotych, a Skarb Państwa stracił co najmniej 30 tysięcy. W śledztwie i przed sądem interesy Adama S. reprezentował Marek Dubieniecki, ojciec Marcina.
Piotr Kownacki proszony przez Polskie Radio o wypowiedź w tej sprawie, odmówił komentarza.
Jak czytamy na stronach kancelarii prezydenta, akt łaski nie zmienia wyroku sądu i nie podważa winy skazanego. Celem postępowania ułaskawieniowego jest ustalenie, czy po wydaniu prawomocnego wyroku zaistniały w życiu skazanego szczególne wydarzenia powodujące nadmierną dolegliwość wymierzonej kary. Prezydent stosując prawo łaski rozważa opinie i sugestie pozostałych organów, biorących udział w procedurze ułaskawieniowej, to znaczy stanowiska sądu orzekającego w sprawie, opinie administracji zakładów karnych oraz wnioski Prokuratora Generalnego.

Radio Szczecin