W Japonii wszczęto śledztwo w sprawie źródła promieniowania, które poparzyło dwóch pracowników w uszkodzonej elektrowni Fukushima. Eksperci zastanawiają się, czy doszło do awarii rdzenia.
Dwaj mężczyźni, którzy pracowali przy chłodzeniu jednego z reaktorów, trafili do szpitala. Mają poparzone stopy; wcześniej stali po kostki w wodzie, którą chłodzono przegrzane urządzenia. Zdaniem lekarzy, winne było promieniowanie beta, charakterystyczne dla reakcji jądrowych. Nie wiadomo jednak, skąd w wodzie wzięły się promieniotwórcze substancje.
„Być może pochodziły z uszkodzonego reaktora, ale źródłem promieniowania mogły być też zużyte pręty paliwowe" - mówił Hidehiko Nishiyama z Agencji Bezpieczeństwa Nuklearnego.
Promieniowanie w wodzie miało być dziesięć tysięcy razy wyższe od normalnego. Inni eksperci twierdzą, że do uszkodzenia rdzenia reaktora raczej nie doszło. Dziś mijają dwa tygodnie od najpotężniejszego trzęsienia ziemi we współczesnej historii Japonii. Akcja chłodzenia reaktorów trwa i nie wiadomo, kiedy się skończy - powiedział premier Naoto Kan.
Jednocześnie z szacunków wynika, że ostateczna liczba ofiar śmiertelnych trzęsienia i fali tsunami może sięgnąć 27 tysięcy. Koszt odbudowy kraju szacowany jest na ponad trzysta miliardów dolarów.
„Być może pochodziły z uszkodzonego reaktora, ale źródłem promieniowania mogły być też zużyte pręty paliwowe" - mówił Hidehiko Nishiyama z Agencji Bezpieczeństwa Nuklearnego.
Promieniowanie w wodzie miało być dziesięć tysięcy razy wyższe od normalnego. Inni eksperci twierdzą, że do uszkodzenia rdzenia reaktora raczej nie doszło. Dziś mijają dwa tygodnie od najpotężniejszego trzęsienia ziemi we współczesnej historii Japonii. Akcja chłodzenia reaktorów trwa i nie wiadomo, kiedy się skończy - powiedział premier Naoto Kan.
Jednocześnie z szacunków wynika, że ostateczna liczba ofiar śmiertelnych trzęsienia i fali tsunami może sięgnąć 27 tysięcy. Koszt odbudowy kraju szacowany jest na ponad trzysta miliardów dolarów.

Radio Szczecin