Nie chcą oddawać życia za ojczyznę i nie ufają swoim przełożonym - taki obraz szeregowych wyłania się z raportu Wojskowego Biura Badań Społecznych.
Na pytanie, czy obdarzają zaufaniem swoich bezpośrednich dowódców, niemal co trzeci z nich odpowiedział, że nie albo nie miał zdania. Zdaniem gości środowego programu "Radio Szczecin na Wieczór", na taką ocenę wpływ ma przede wszystkim zły system zarządzania armią. Od 2010 roku obowiązują przepisy mówiące, że żołnierz szeregowy może odbyć maksymalnie 12-letnią służbę zawodową.
Szeregowym, który po tych kilkunastu latach opuszcza wojsko, praktycznie nikt się nie interesuje. - To niedopuszczalne - mówi gen. rezerwy Waldemar Skrzypczak, były dowódca Wojsk Lądowych. - Polacy, podatnicy musimy mieć świadomość tego, że żołnierz po 12 latach służby w wieku 34-35 lat, często żonaty, z mieszkaniem i kredytami jest wyrzucony na bruk, jakby pozbawiony środków do życia. W żadnej armii na świecie nie ma takich regulacji prawnych.
- Trzeba zastanowić się nad zreformowaniem naszej armii, tak aby ci ludzie nie zostawali sami ze swoimi problemami - mówi Mariusz Sikora, ekspert do spraw obronności i bezpieczeństwa Uniwersytetu Szczecińskiego. - Może program rekonwersji, czyli przywracania żołnierza zawodowego do służby cywilnej, należy rozszerzyć w stosunku do szeregowych zawodowych. Trzeba podejść systemowo do zmiany koncepcji funkcjonowania szeregowych zawodowych kontraktowych, bo o tym trzeba mówić, że to żołnierze w służbie kontraktowej. W pewnym momencie ich czas pracy się kończy.
Według danych Ministerstwa Obrony Narodowej w 2020 roku takich żołnierzy będzie osiem tysięcy - to stanowi jedną piątą wszystkich szeregowych, których dziś jest około 40 tysięcy.
Szeregowym, który po tych kilkunastu latach opuszcza wojsko, praktycznie nikt się nie interesuje. - To niedopuszczalne - mówi gen. rezerwy Waldemar Skrzypczak, były dowódca Wojsk Lądowych. - Polacy, podatnicy musimy mieć świadomość tego, że żołnierz po 12 latach służby w wieku 34-35 lat, często żonaty, z mieszkaniem i kredytami jest wyrzucony na bruk, jakby pozbawiony środków do życia. W żadnej armii na świecie nie ma takich regulacji prawnych.
- Trzeba zastanowić się nad zreformowaniem naszej armii, tak aby ci ludzie nie zostawali sami ze swoimi problemami - mówi Mariusz Sikora, ekspert do spraw obronności i bezpieczeństwa Uniwersytetu Szczecińskiego. - Może program rekonwersji, czyli przywracania żołnierza zawodowego do służby cywilnej, należy rozszerzyć w stosunku do szeregowych zawodowych. Trzeba podejść systemowo do zmiany koncepcji funkcjonowania szeregowych zawodowych kontraktowych, bo o tym trzeba mówić, że to żołnierze w służbie kontraktowej. W pewnym momencie ich czas pracy się kończy.
Według danych Ministerstwa Obrony Narodowej w 2020 roku takich żołnierzy będzie osiem tysięcy - to stanowi jedną piątą wszystkich szeregowych, których dziś jest około 40 tysięcy.

Radio Szczecin