Przywrócenie niższego wieku emerytalnego przyniesie więcej problemów niż korzyści - tak pomysł Prawa i Sprawiedliwości komentowali eksperci w magazynie "Radio Szczecin na wieczór".
PiS chce, aby wiek emerytalny znów wynosił 60 lat dla kobiet i 65 lat dla mężczyzn. Według ekonomistki z Zachodniopomorskiej Szkoły Biznesu, prof. Anety Zelek, Polski nie stać na takie zmiany. Dodatkowo to nie jedyna obietnica rządu, która obciąży budżet państwa.
- Aktualny rząd obiecał nam ponad bilion złotych na inwestycję w Polsce. Z tego wynika, że w niedalekiej perspektywie musimy mieć jakieś dwa biliony. Cały ten pomysł muszę więc z przykrością ocenić jako wielce szkodliwy - musi prof. Zelek.
Jak dodaje, kraje europejskie i podobnie rozwinięte jak Polska mają wyższy wiek emerytalny niż nad Wisłą. Dodatkowo kraje, które mają niższy wiek, planują w najbliższym czasie jego podniesienie. Na kolejny mankament proponowanych zmian zwraca uwagę Iwona Żukiert, prezes szczecińskiej Fundacji Talent, Promocja Postęp.
- Nie oszukujmy się, ale my kobiety z chwilą kiedy osiągniemy wiek emerytalny 60 lat, to nie jest, że zadecydujemy sobie, że mamy niską emeryturę i chcemy dalej pracować, bo niestety pracodawcy nam podziękują i będą mieli do tego prawo. Dlatego, że tak będą stanowiły przepisy prawne, które PiS ma zamiar wprowadzić - powiedziała Żukiert.
Zmiany niosłyby też za sobą zwiększenie składek do ZUS. Ekonomista Uniwersytetu Szczecińskiego dr Jarosław Korpysa uważa, że mimo to emeryci nie otrzymają wyższych świadczeń.
- Ta ustawa proponuje, co trzeba powiedzieć wprost, niższe emerytury niż mamy teraz zapewnione. To jest fakt - stwierdził dr Korpysa.
W Sejmie odbyło się pierwsze czytanie projektu ustawy zmieniającej wiek emerytalny. Według polityków PiS to naprawa tego, co zepsuł rząd PO-PSL. Opozycja z kolei przekonuje, że to działanie populistyczne i doprowadzi do zapaści finansów publicznych.
- Aktualny rząd obiecał nam ponad bilion złotych na inwestycję w Polsce. Z tego wynika, że w niedalekiej perspektywie musimy mieć jakieś dwa biliony. Cały ten pomysł muszę więc z przykrością ocenić jako wielce szkodliwy - musi prof. Zelek.
Jak dodaje, kraje europejskie i podobnie rozwinięte jak Polska mają wyższy wiek emerytalny niż nad Wisłą. Dodatkowo kraje, które mają niższy wiek, planują w najbliższym czasie jego podniesienie. Na kolejny mankament proponowanych zmian zwraca uwagę Iwona Żukiert, prezes szczecińskiej Fundacji Talent, Promocja Postęp.
- Nie oszukujmy się, ale my kobiety z chwilą kiedy osiągniemy wiek emerytalny 60 lat, to nie jest, że zadecydujemy sobie, że mamy niską emeryturę i chcemy dalej pracować, bo niestety pracodawcy nam podziękują i będą mieli do tego prawo. Dlatego, że tak będą stanowiły przepisy prawne, które PiS ma zamiar wprowadzić - powiedziała Żukiert.
Zmiany niosłyby też za sobą zwiększenie składek do ZUS. Ekonomista Uniwersytetu Szczecińskiego dr Jarosław Korpysa uważa, że mimo to emeryci nie otrzymają wyższych świadczeń.
- Ta ustawa proponuje, co trzeba powiedzieć wprost, niższe emerytury niż mamy teraz zapewnione. To jest fakt - stwierdził dr Korpysa.
W Sejmie odbyło się pierwsze czytanie projektu ustawy zmieniającej wiek emerytalny. Według polityków PiS to naprawa tego, co zepsuł rząd PO-PSL. Opozycja z kolei przekonuje, że to działanie populistyczne i doprowadzi do zapaści finansów publicznych.
Według ekonomistki z Zachodniopomorskiej Szkoły Biznesu, prof. Anety Zelek, Polski nie stać na takie zmiany. Dodatkowo to nie jedyna obietnica rządu, która obciąży budżet państwa.
Na kolejny mankament proponowanych zmian zwraca uwagę Iwona Żukiert, prezes szczecińskiej Fundacji Talent, Promocja Postęp.

Radio Szczecin