Zmiany w prawie dotyczącym sprzedaży polskiej ziemi to skok na grunty rolne czy ich ochrona przed trafieniem w obce ręce - na to pytanie starali się odpowiedzieć goście magazynu "Radio Szczecin na Wieczór".
Przewodniczący rolniczej "Solidarności" w województwie Edward Kosmal mówił, że ustawa "posprząta bałagan, który wywołała legalizacja sprzedaży polskich gruntów spółkom z zagranicznym kapitałem w 2011 roku."
- Wtedy pojawiły się słupy, żeby uniemożliwić rolnikom kupienie ziemi. W ciągu niespełna 10 lat cena ziemi z czterech tys. wzrosła do prawie 40-50 tysięcy. Rolnicy zmuszani byli wręcz do wykupywania gruntów. Wielu z nich wpadło w pułapkę. Musieli wykupić ziemię, ceny w 2016 r. zeszły do poziomu z przed 2004 roku. To jest kuriozum. Sytuacja na wsi jest bardzo zła - mówił Kosmal.
Dodał jednak, że dopracowania wymagają zapisy nowej ustawy dotyczące własności i dziedziczenia ziemi.
Jarosław Rzepa z PSL wyraził z kolei swoje obawy dotyczące konsekwencji wprowadzenia ustawy. Jak stwierdził, tworzące ją PiS poszło o dwa kroki za daleko.
- Widzimy realne zagrożenie spadku wartości nieruchomości rolnych. Pytanie, czy to zniechęci obcy kapitał przed zakupem, czy też sprawi, że kiedyś ta ziemia będzie łatwiej dostępna. Ale przede wszystkim te ogromne uprawnienia, które ta ustawa ma dać Agencji Nieruchomości Rolnych, to już rodzi pytania. Agencja przy jakiejkolwiek zmianie będzie miała prawo pierwokupu? - pytał Rzepa.
Z kolei poseł Prawa i Sprawiedliwości Michał Jach przekonywał, że ustawa nie zaszkodzi rolnikom, a jej głównym celem ma być ochrona rodzinnych gospodarstw rolnych. Mówił też, że rząd PiS jest pierwszym, który realnie zajął się problemem jakim jest obrót polską ziemią.
W czwartek w Sejmie odbyło się pierwsze czytanie nowej ustawy. Zakłada między innymi wstrzymanie sprzedaży państwowych gruntów rolnych na pięć lat. Posłowie opozycji chcieli jej odrzucenia, jednak wniosek nie zyskał poparcia sejmowej większości. Teraz propozycja rządu trafi pod obrady sejmowej komisji rolnictwa.
- Wtedy pojawiły się słupy, żeby uniemożliwić rolnikom kupienie ziemi. W ciągu niespełna 10 lat cena ziemi z czterech tys. wzrosła do prawie 40-50 tysięcy. Rolnicy zmuszani byli wręcz do wykupywania gruntów. Wielu z nich wpadło w pułapkę. Musieli wykupić ziemię, ceny w 2016 r. zeszły do poziomu z przed 2004 roku. To jest kuriozum. Sytuacja na wsi jest bardzo zła - mówił Kosmal.
Dodał jednak, że dopracowania wymagają zapisy nowej ustawy dotyczące własności i dziedziczenia ziemi.
Jarosław Rzepa z PSL wyraził z kolei swoje obawy dotyczące konsekwencji wprowadzenia ustawy. Jak stwierdził, tworzące ją PiS poszło o dwa kroki za daleko.
- Widzimy realne zagrożenie spadku wartości nieruchomości rolnych. Pytanie, czy to zniechęci obcy kapitał przed zakupem, czy też sprawi, że kiedyś ta ziemia będzie łatwiej dostępna. Ale przede wszystkim te ogromne uprawnienia, które ta ustawa ma dać Agencji Nieruchomości Rolnych, to już rodzi pytania. Agencja przy jakiejkolwiek zmianie będzie miała prawo pierwokupu? - pytał Rzepa.
Z kolei poseł Prawa i Sprawiedliwości Michał Jach przekonywał, że ustawa nie zaszkodzi rolnikom, a jej głównym celem ma być ochrona rodzinnych gospodarstw rolnych. Mówił też, że rząd PiS jest pierwszym, który realnie zajął się problemem jakim jest obrót polską ziemią.
W czwartek w Sejmie odbyło się pierwsze czytanie nowej ustawy. Zakłada między innymi wstrzymanie sprzedaży państwowych gruntów rolnych na pięć lat. Posłowie opozycji chcieli jej odrzucenia, jednak wniosek nie zyskał poparcia sejmowej większości. Teraz propozycja rządu trafi pod obrady sejmowej komisji rolnictwa.

Radio Szczecin
