Za rządów Bartosza Arłukowicza Ministerstwo Zdrowia przekształciło się w obóz pracy - pisze czwartkowa Gazeta Polska Codziennie. Dziennikarze rozmawiali z byłą urzędniczką, która ma status pokrzywdzonej w śledztwie w sprawie mobbingu w resorcie. W imieniu byłego ministra odpisał jego asystent.
Prokuratura prowadzi postępowanie blisko dwa lata, zeznania złożyło już ponad 130 osób. Była urzędniczka opowiada, że terror w pracy zaczął się od momentu objęcia funkcji ministra przez Bartosza Arłukowicza. Wraz z nim do resortu przyszli pracować jego znajomi. Jak czytamy w Gazecie, kobieta twierdzi, że urzędnicy wówczas byli traktowani jak niewolnicy. Krzyki, poniżanie i zmuszanie do pracy po godzinach - taka miała być codzienność.
Autor artykułu w "Gazecie Polskiej Codziennie" Wojciech Kamiński dodaje, że status poszkodowanego w śledztwie mają też osoby, które zawiadomienia do prokuratury nie złożyły, a na przesłuchania byli wezwani w charakterze świadka.
- W prokuraturze toczy się postępowanie. Zeznania składało ponad 130 osób. Duża część tych osób otrzymywała status osoby pokrzywdzonej. Okazywało się, że to, co one opowiadały miało jakieś znamiona mobbingu - mówi Kamiński.
Prokuratura Okręgowa w Warszawie tłumaczy, że śledztwo trwa tak długo, bo materiał dowodowy, który trzeba przeanalizować jest obszerny. Reporter Radia Szczecin dzwonił do Bartosza Arłukowicza z prośbą o komentarz w tej sprawie. Były minister zdrowia, a obecnie poseł Platformy Obywatelskiej ze Szczecina poprosił o przesłanie pytań mailem.
Oto odpowiedź:
Dzień dobry Panie Redaktorze,
Poniżej przesyłam odpowiedź posła Arłukowicza na zadane pytania:
"W trakcie, kiedy kierowałem ministerstwem zdrowia, urząd funkcjonował normalnie i nie było żadnych większych problemów z pracownikami. Jak w każdej instytucji zatrudniającej kilkaset osób, tak i w tym przypadku zdarzały się nieporozumienia pomiędzy pracownikami i ich przełożonymi. Każda z pracujących osób ma prawo dochodzić swoich praw."
Z poważaniem,
Mateusz Moksik, asystent Bartosza Arłukowicza
Autor artykułu w "Gazecie Polskiej Codziennie" Wojciech Kamiński dodaje, że status poszkodowanego w śledztwie mają też osoby, które zawiadomienia do prokuratury nie złożyły, a na przesłuchania byli wezwani w charakterze świadka.
- W prokuraturze toczy się postępowanie. Zeznania składało ponad 130 osób. Duża część tych osób otrzymywała status osoby pokrzywdzonej. Okazywało się, że to, co one opowiadały miało jakieś znamiona mobbingu - mówi Kamiński.
Prokuratura Okręgowa w Warszawie tłumaczy, że śledztwo trwa tak długo, bo materiał dowodowy, który trzeba przeanalizować jest obszerny. Reporter Radia Szczecin dzwonił do Bartosza Arłukowicza z prośbą o komentarz w tej sprawie. Były minister zdrowia, a obecnie poseł Platformy Obywatelskiej ze Szczecina poprosił o przesłanie pytań mailem.
Oto odpowiedź:
Dzień dobry Panie Redaktorze,
Poniżej przesyłam odpowiedź posła Arłukowicza na zadane pytania:
"W trakcie, kiedy kierowałem ministerstwem zdrowia, urząd funkcjonował normalnie i nie było żadnych większych problemów z pracownikami. Jak w każdej instytucji zatrudniającej kilkaset osób, tak i w tym przypadku zdarzały się nieporozumienia pomiędzy pracownikami i ich przełożonymi. Każda z pracujących osób ma prawo dochodzić swoich praw."
Z poważaniem,
Mateusz Moksik, asystent Bartosza Arłukowicza
Dodaj komentarz 4 komentarze
Nie potwierdzam, nie zaprzeczam. Agent B.A.
B.A. resortowe dziecko bez stołka -jaka szkoda
hehehe... Arłukowicz dokopuje PISowskim pieskom przy każdej okazji publicznej debaty a PISowski minzdraw plecie banialuki jak oczadziały więc trzeba natychmiast postawić zasłonę dymną i szukać na siłę jakiegoś haka na Arłukowicza. Całe śledztwo skończy się jak wszystkie dotychczasowe - umorzenie z powodu braku dowodów...
"Poszkodowani" którzy dowiedzieli się o tym, że są poszkodowani od prokuratora po przesłuchaniu kilka lat po "fakcie"? Taaa.... wygląda to bardzo wiarygodnie.

Radio Szczecin