300 metrów od szkoły, w centrum osiedla w Płoni oprosiła się locha. Zwierzę atakuje mieszkańców. Dzika nie można odstrzelić ze względu na to, że ma małe, a barłóg znajduje się w obszarze zabudowanym.
W piątek rano łowczy miejski rozpoczął wojnę psychologiczną z lochą.
- Mąż przeszedł się do drewnianego domku, który mamy w głębi działki. Mama-dzik do niego podbiegła, na szczęście zatrzymała się przy płocie. Na szczęście mamy płot, bo nie wiem jakby się to skończyło. Wystraszył się, ugięły się pod nim nogi, boimy się, bo mamy małe dzieci. Gdy przechodzimy koło działki, to bokiem przechodzimy, bo się boimy, że dzik nam wybiegnie - relacjonowała jedna z mieszkanek Płoni.
W piątek rano do Płoni przyjechał łowczy miejski Ryszard Czeraszkiewicz.
- Jak będzie wyglądało wypłaszanie tego dzika? - pytał reporter Radia Szczecin.
- Spróbujemy ją podnieść, żeby ją ruszyć i wypłoszyć z tej działki. Ale może być tak, że będzie uparta, sukcesywnie będziemy ją niepokoić, żeby stąd wyszła. Dzik się boi każdego innego zachowania człowieka niż tego, do którego jest przyzwyczajony. To kwestia wojny psychologicznej, która zaraz się rozpocznie - mówił łowczy.
Wojna psychologiczna trwała kilkanaście minut. Pierwsze starcie przegrała locha.
- Locha uciekła, a małe zostawiła. To jest normalna reakcja, kiedy maluchy jeszcze są zbyt małe. Locha wróci do nich na karmienie - zapowiedział Ryszard Czeraszkiewicz.
Drugie starcie łowczego miejskiego z lochą z Płoni rozpocznie się w piątek po zmroku.
- Mąż przeszedł się do drewnianego domku, który mamy w głębi działki. Mama-dzik do niego podbiegła, na szczęście zatrzymała się przy płocie. Na szczęście mamy płot, bo nie wiem jakby się to skończyło. Wystraszył się, ugięły się pod nim nogi, boimy się, bo mamy małe dzieci. Gdy przechodzimy koło działki, to bokiem przechodzimy, bo się boimy, że dzik nam wybiegnie - relacjonowała jedna z mieszkanek Płoni.
W piątek rano do Płoni przyjechał łowczy miejski Ryszard Czeraszkiewicz.
- Jak będzie wyglądało wypłaszanie tego dzika? - pytał reporter Radia Szczecin.
- Spróbujemy ją podnieść, żeby ją ruszyć i wypłoszyć z tej działki. Ale może być tak, że będzie uparta, sukcesywnie będziemy ją niepokoić, żeby stąd wyszła. Dzik się boi każdego innego zachowania człowieka niż tego, do którego jest przyzwyczajony. To kwestia wojny psychologicznej, która zaraz się rozpocznie - mówił łowczy.
Wojna psychologiczna trwała kilkanaście minut. Pierwsze starcie przegrała locha.
- Locha uciekła, a małe zostawiła. To jest normalna reakcja, kiedy maluchy jeszcze są zbyt małe. Locha wróci do nich na karmienie - zapowiedział Ryszard Czeraszkiewicz.
Drugie starcie łowczego miejskiego z lochą z Płoni rozpocznie się w piątek po zmroku.

Radio Szczecin