Rolnicy rozpoczęli walkę o odszkodowania - wraz z komisjami szacują straty. Część jednak boi się, że nie będzie mieć uznanych strat.
Z pomiarów Instytutu Upraw Nawożenia i Gleboznawstwa w Puławach wynika bowiem, że klęska suszy nie wystąpiła na terenie całego województwa.
- Problemy mają np. rolnicy z niektórych gmin powiatu szczecineckiego - mówi Jerzy Mariak, rolnik ze Szczecinka. - Nie zgadzam się absolutnie z tym monitoringiem. Monitoring wykonywany przez IUNG Puławy jest niezgodny z tym, co się dzieje w naszym środowisku, na naszych polach. Ta susza jest bardziej widoczna niż w poprzednich latach. Okazuje się, że pszenicę nie daje się wymłócić.
Rolnicy ze Szczecinka byli w tej sprawie u ministra rolnictwa - czekają na decyzje. Jak mówią, straty sięgają u nich nawet 70 procent w plonach. Skutki suszy martwią też hodowców koni czy bydła.
- Zamiast łąk, są klepiska - mówi Danuta Tarnowska-Juneborg, właścicielka owiec i stadniny koni w Białym Borze. - Nie ma nic. Mam 200 owiec i 60 koni i te zwierzęta nie mają co jeść. Muszę kupować siano, które kosztuje horrendalne kwoty. Transport i dowiezienie tego siana. Na dziś lekką ręką jest 150 tysięcy zł w plecy, żeby nakarmić te zwierzęta, a dopiero mamy lipiec i zima się zacznie.
Szef resortu rolnictwa Jan Krzysztof Ardanowski zapewnił, że w przygotowaniu jest program, który będzie różnymi środkami wspierał rolników poszkodowanych przez suszę.
- Problemy mają np. rolnicy z niektórych gmin powiatu szczecineckiego - mówi Jerzy Mariak, rolnik ze Szczecinka. - Nie zgadzam się absolutnie z tym monitoringiem. Monitoring wykonywany przez IUNG Puławy jest niezgodny z tym, co się dzieje w naszym środowisku, na naszych polach. Ta susza jest bardziej widoczna niż w poprzednich latach. Okazuje się, że pszenicę nie daje się wymłócić.
Rolnicy ze Szczecinka byli w tej sprawie u ministra rolnictwa - czekają na decyzje. Jak mówią, straty sięgają u nich nawet 70 procent w plonach. Skutki suszy martwią też hodowców koni czy bydła.
- Zamiast łąk, są klepiska - mówi Danuta Tarnowska-Juneborg, właścicielka owiec i stadniny koni w Białym Borze. - Nie ma nic. Mam 200 owiec i 60 koni i te zwierzęta nie mają co jeść. Muszę kupować siano, które kosztuje horrendalne kwoty. Transport i dowiezienie tego siana. Na dziś lekką ręką jest 150 tysięcy zł w plecy, żeby nakarmić te zwierzęta, a dopiero mamy lipiec i zima się zacznie.
Szef resortu rolnictwa Jan Krzysztof Ardanowski zapewnił, że w przygotowaniu jest program, który będzie różnymi środkami wspierał rolników poszkodowanych przez suszę.

Radio Szczecin