27 kwietnia doszło do tragicznego pożaru kombinatu gastronomicznego "Kaskada” w Szczecinie.
Ogień wybuchł przed 8.00. Życie straciło 14 osób, w tym sześcioro uczniów Zasadniczej Szkoły Gastronomicznej w Szczecinie, odbywających tam praktyki.
Zniszczeniu uległ cały gmach "Kaskady" - płonął jak pochodnia, mówił w reportażu Marka Koszura, z tamtego okresu, Bohdan Brycki, ówczesny Komendant Miejskiej Straży Pożarnej w Szczecinie.
- Duża ilość materiału palnego zgromadzonego tutaj, w Kaskadzie - duża ilość boazerii, wykładzin podłogowych, dekoracji, wystroju w formie płótna, pluszu, plastiku, poza tym meble palne z wykładziną - to wszystko powodowało, że niestety ogień przerzucił się natychmiast na cały budynek - tłumaczył Brycki.
Jedną z osób, która się uratowała była pracownica, Alicja.
- Sprzątaczki zaczęły krzyczeć, i my zaczęłyśmy krzyczeć, że "pali się, ogień, dym". Ja weszłam do kuchni - momentalnie - dym, ciemno, szaro zaczęło się robić. Widziałam jeszcze zarys stołu, wdrapałam się na ten stół i oddychałam przez lufcik. Jakoś mechanicznie wybiłam nogą szybę, nie wiem jak ja przeszłam, złapałam się tej framugi, po prostu już później stanęłam i złapałam się ręką, tam trochę parzyło w rękę, ale to tylko ten gorący podmuch tego dymu - relacjonowała kobieta.
Dziewczynę uratowała przejeżdżająca w pobliżu ciężarówka z wysięgnikiem. Spośród 21 przebywających w lokalu osób wydostać udało się siedmiu. Komisja stwierdziła, że przyczyną pożaru było zwarcie w gnieździe elektrycznym w sali "Kapitańskiej”, do którego chwilę przed godziną ósmą rano sprzątaczka podłączyła odkurzacz.
Zniszczeniu uległ cały gmach "Kaskady" - płonął jak pochodnia, mówił w reportażu Marka Koszura, z tamtego okresu, Bohdan Brycki, ówczesny Komendant Miejskiej Straży Pożarnej w Szczecinie.
- Duża ilość materiału palnego zgromadzonego tutaj, w Kaskadzie - duża ilość boazerii, wykładzin podłogowych, dekoracji, wystroju w formie płótna, pluszu, plastiku, poza tym meble palne z wykładziną - to wszystko powodowało, że niestety ogień przerzucił się natychmiast na cały budynek - tłumaczył Brycki.
Jedną z osób, która się uratowała była pracownica, Alicja.
- Sprzątaczki zaczęły krzyczeć, i my zaczęłyśmy krzyczeć, że "pali się, ogień, dym". Ja weszłam do kuchni - momentalnie - dym, ciemno, szaro zaczęło się robić. Widziałam jeszcze zarys stołu, wdrapałam się na ten stół i oddychałam przez lufcik. Jakoś mechanicznie wybiłam nogą szybę, nie wiem jak ja przeszłam, złapałam się tej framugi, po prostu już później stanęłam i złapałam się ręką, tam trochę parzyło w rękę, ale to tylko ten gorący podmuch tego dymu - relacjonowała kobieta.
Dziewczynę uratowała przejeżdżająca w pobliżu ciężarówka z wysięgnikiem. Spośród 21 przebywających w lokalu osób wydostać udało się siedmiu. Komisja stwierdziła, że przyczyną pożaru było zwarcie w gnieździe elektrycznym w sali "Kapitańskiej”, do którego chwilę przed godziną ósmą rano sprzątaczka podłączyła odkurzacz.
- Duża ilość materiału palnego zgromadzonego tutaj, w Kaskadzie - duża ilość boazerii, wykładzin podłogowych, dekoracji, wystroju w formie płótna, pluszu, plastiku, poza tym meble palne z wykładziną - to wszystko powodowało, że niestety ogień przerzucił się natychmiast na cały budynek - tłumaczył Brycki.
- Sprzątaczki zaczęły krzyczeć, i my zaczęłyśmy krzyczeć, że "pali się, ogień, dym". Ja weszłam do kuchni - momentalnie - dym, ciemno, szaro zaczęło się robić. Widziałam jeszcze zarys stołu, wdrapałam się na ten stół i oddychałam przez lufcik. Jakoś mechanicznie wybiłam nogą szybę, nie wiem jak ja przeszłam, złapałam się tej framugi, po prostu już później stanęłam i złapałam się ręką, tam trochę parzyło w rękę, ale to tylko ten gorący podmuch tego dymu - relacjonowała kobieta.

Radio Szczecin