Rodzina, przyjaciele, koledzy i znajomi Katarzyny Charasińskiej oraz pracownicy Straży Miejskiej w Stargardzie wyruszyli dziś w marszu charytatywnym na rzecz jej leczenia i rehabilitacji.
Pani Katarzyna walczy o powrót do zdrowia po pęknięciu tętniaka. W finansowe wsparcie zaangażowało się grono mieszkańców Stargardu.
Celem jest zebranie kwoty blisko 180 tys. na sfinansowanie specjalistycznej rehabilitacji. Marta Bąk, córka pani Katarzyny pozostaje pod wrażeniem zebranych już ponad 35 tys. zł. na jednej z platform społecznościowych.
- Przede wszystkim pozwoliła nam na opłatę pierwszego turnusu. Liczymy, ze wróci nasza mama. Nie sądziliśmy, ze będziemy w takiej sytuacji, ze będziemy musieli prosić rodzinę, przyjaciół, obcych ludzi o pomoc... Cały czas jesteśmy w szoku; jesteśmy wdzięczni tym wszystkim, którzy nam pomagają - bezinteresownie. To jest właśnie piękne w tym wszystkim - podkreśliła.
W akcję pomocy zaangażowali się także miejscy strażnicy. Mł. insp. Rafał Barszczowski przyznaje, że jeszcze i teraz trudno przyjąć do wiadomości dramatyczną sytuację swojej koleżanki.
- Każdy był zszokowany: sytuacja, która się zdarza raz na milion przypadków. Teraz chodzi, by jak najszybciej doszła do formy sprzed tragicznego wypadku - powiedział.
Uczestnicy marszu przeszli stargardzkimi plantami, zatrzymując się w Ogrodzie Różanym. Tam zorganizowano zbiórkę pieniędzy i licytacje. Organizatorzy zapowiadają szereg innych przedsięwzięć, ciesząc się z informacji o wybudzeniu ze śpiączki pani Katarzyny.
Celem jest zebranie kwoty blisko 180 tys. na sfinansowanie specjalistycznej rehabilitacji. Marta Bąk, córka pani Katarzyny pozostaje pod wrażeniem zebranych już ponad 35 tys. zł. na jednej z platform społecznościowych.
- Przede wszystkim pozwoliła nam na opłatę pierwszego turnusu. Liczymy, ze wróci nasza mama. Nie sądziliśmy, ze będziemy w takiej sytuacji, ze będziemy musieli prosić rodzinę, przyjaciół, obcych ludzi o pomoc... Cały czas jesteśmy w szoku; jesteśmy wdzięczni tym wszystkim, którzy nam pomagają - bezinteresownie. To jest właśnie piękne w tym wszystkim - podkreśliła.
W akcję pomocy zaangażowali się także miejscy strażnicy. Mł. insp. Rafał Barszczowski przyznaje, że jeszcze i teraz trudno przyjąć do wiadomości dramatyczną sytuację swojej koleżanki.
- Każdy był zszokowany: sytuacja, która się zdarza raz na milion przypadków. Teraz chodzi, by jak najszybciej doszła do formy sprzed tragicznego wypadku - powiedział.
Uczestnicy marszu przeszli stargardzkimi plantami, zatrzymując się w Ogrodzie Różanym. Tam zorganizowano zbiórkę pieniędzy i licytacje. Organizatorzy zapowiadają szereg innych przedsięwzięć, ciesząc się z informacji o wybudzeniu ze śpiączki pani Katarzyny.

Radio Szczecin