Była wykładowczyni Akademii Sztuki w Szczecinie wygrała proces z uczelnią o bezprawne zwolnienie.
Proces Akademii wytoczyła Marta Dziomdziora, która został zwolniona w listopadzie 2020 roku. Sąd Pracy orzekł, że uczelnia musi przywrócić ją do pracy na poprzednich warunkach, wypłacić jej wynagrodzenie za czas pozostawania bez pracy i zwrócić koszty procesu.
W sumie uczelnia musi wypłacić Marcie Dziomdziorze prawie 170 tysięcy złotych - mówi Przemysław Zgórzak, prawnik zarządu regionu NSZZ Solidarność, który ją reprezentował.
- Dla NSZZ Solidarność było to oczywiste. Wystarczyło zajrzeć do przepisów prawa i wszystko by było jasne. Zresztą wielokrotnie ostrzegaliśmy pracodawcę, że tak to się skończy. Pracodawca nie chciał słuchać. Stwierdził, że sprawy rozwiążą się w sądzie i się rozwiązały. Tylko że niestety trzeba było przez to bardzo długo czekać na rozwiązanie - mówi Zgórzak.
To gorzki sukces - dodaje prawnik zarządu regionu NSZZ Solidarność.
- Tak naprawdę w ogóle nie powinien mieć miejsca. Najlepszym sukcesem by było, gdybyśmy znacznie wcześniej się porozumieli albo gdyby pracodawca odstąpił od złych decyzji. Prawda jest taka, że owszem, pani Marta wygrała, ale tak naprawdę też poniosła dosyć wysoką cenę za to, że takie a nie inne działania wobec niej pracodawca podjął - mówi Zgórzak.
Wyrok nie jest prawomocny.
Wcześniej z uczelnią przed Sądem Pracy wygrali była kanclerz i były rektor.
W sumie uczelnia musi wypłacić Marcie Dziomdziorze prawie 170 tysięcy złotych - mówi Przemysław Zgórzak, prawnik zarządu regionu NSZZ Solidarność, który ją reprezentował.
- Dla NSZZ Solidarność było to oczywiste. Wystarczyło zajrzeć do przepisów prawa i wszystko by było jasne. Zresztą wielokrotnie ostrzegaliśmy pracodawcę, że tak to się skończy. Pracodawca nie chciał słuchać. Stwierdził, że sprawy rozwiążą się w sądzie i się rozwiązały. Tylko że niestety trzeba było przez to bardzo długo czekać na rozwiązanie - mówi Zgórzak.
To gorzki sukces - dodaje prawnik zarządu regionu NSZZ Solidarność.
- Tak naprawdę w ogóle nie powinien mieć miejsca. Najlepszym sukcesem by było, gdybyśmy znacznie wcześniej się porozumieli albo gdyby pracodawca odstąpił od złych decyzji. Prawda jest taka, że owszem, pani Marta wygrała, ale tak naprawdę też poniosła dosyć wysoką cenę za to, że takie a nie inne działania wobec niej pracodawca podjął - mówi Zgórzak.
Wyrok nie jest prawomocny.
Wcześniej z uczelnią przed Sądem Pracy wygrali była kanclerz i były rektor.

Radio Szczecin