Profesor Piotr Michałowski doskonale wie, że Polska – cokolwiek by złego o niej nie powiedzieć – to kraj wielu poetów, a nawet bardzo wielu poetów... Andrzej Sosnowski z Jarosławem Klejnockim w „Chwilowym zawieszeniu broni” twierdzili, że jest ich około 3 tysięcy. Proszę jednak pamiętać, że to podliczanie miało miejsce w 1996 roku. Dziś jest ich pewnie 2 razy albo 3 więcej, choć to tylko domysły. Zresztą odnosząc się do tytułu promowanej dziś książki i zarazem rozszerzając pojęciową skalę – Polska to poetycki kosmos, w którym większość, którą widać gołym okiem na niebie, nie zasługuje na uwagę. Piotr Michałowski we wstępie do swojej książki Mikrokosmos wiersza. Interpretacje poezji współczesnej nie podaje liczby poetów. Zresztą, jak się wydaje, nie o ilość produkowanych dziś wierszy profesorowi chodzi, ale przede wszystkim o ich jakość. O to, co z tej heroicznej walki ze słowem w roli głównej wynika. Zarówno dla historii i teorii literatury, ale przede wszystkim dla czytelnika. Zarówno tego w pełni kompetentnego, jak i tego, który stawia pierwsze kroki w interpretacji. Niemniej, każdemu odbiorcy stawia – jak mi się zdaje – identyczne pytanie: po co nam wiersz? Pyta: Co z niego zostaje, jeśli w ogóle zostaje. W kontekście prezentowanej tu pracy jednocześnie proroczo i dojmująco wybrzmiewa jedno z pytań, które Michałowski jako badacz i humanista z przekąsem uznaje za retoryczne. Nie warto już pytać, ile wierszy znamy na pamięć i czy w ogóle jeszcze praktykujemy, choćby w najbardziej ograniczonym zakresie, tę metodę przyswajania dzieł najwybitniejszych i niezbyt długich? Oczywiście warto. Wstrząs, który nam funduje na wstępie Michałowski ma znaczenie szczególne i szczególnie znacząco oświetlany jest przez przyjętą kompozycję książki, jak i metodę interpretacyjną. Owszem, nawet jeśli w słowach Michałowskiego można wyczuć pesymistyczną diagnozę i sarkazm, to jednocześnie przebija z nich ogromna troska o literaturę w ogóle. Michałowski - również poeta - doskonale wie, jakie miejsce i rolę odgrywa dziś w świecie poeta. Co więcej, chciałby, aby była ona choćby tak marna jak do lat 80. XX wieku.
Jaką siłę rażenia ma wiersz? Wbrew pozorom – o czym przekonuje ta książka – wiersz może porazić, a nawet powinien. Nawet jeśli tylko co poniektórych, to właściwość porażenia jest wciąż właściwością dobrego wiersza i jego prymarną istotą. Choć to tylko przejaw pewnej tęsknoty albo próżnych oczekiwań badacza i twórcy – trudno nie rozumieć takiej postawy. Dlatego też bohaterami tej książki – jeśli wolno użyć takiego określenia – nie są ani poeci, ani style i prądy, ale wiersze właśnie. Wiersze, za którymi stoi subiektywny wybór. Najkrócej rzecz ujmując to książka o polskiej poezji z przełomu wieków – XX i XXI. Piotr Michałowski doskonale wie, że literatura to nie tylko panoramiczny krajobraz, czyli zbiór streszczeń milionów dzieł, ani też ich długie serie, zwane epokami, gatunkami i dorobkami pisarzy. Literatura to także portrety pojedynczych utworów, które warto kontemplować, by umożliwić im zaistnienie w pełni – w naszym czasie lektury i w naszej wrażliwości. A zatem w ujęciu Michałowskiego sam wiersz jako taki jest ważny, ale jak się zdaje – tylko pod warunkiem – że potrafimy wyczytać z niego to, co najważniejsze. Wejść w istotę słowa, zrozumieć jego siłę i mechanizmy, bowiem jak konstatuje Michałowski, każdy utwór otwiera w sobie osobny świat, zawierający niepowtarzalne obrazy, postacie i idee. Oferuje przygodę dla intelektu i emocji, zaklętą w niecodziennie zbudowanej wypowiedzi. Badacz wie, że materiał poetycki ogranicza samego siebie zamykając przepływ znaczeniowy w utarte obrazy interpretacyjne.
Michałowski zabiera nas w 23 podróże interpretacyjne wierszy 19 autorów różnych generacji (od Leśmiana Lipskiej, Herberta, Miłosza, Szymborskiej, Balcerzana na najmłodszych Podsiadle, Świetlickim i Dąbrowskim kończąc) gdzie sama analiza – jest i nie jest jednocześnie – najważniejsza. O co chodzi w tej sprzeczności? Po pierwsze Piotr słynie ze swoich zdolności analitycznych, rozbiórkowych. Trywializując, jeśli dla studentów poetyka to kosmos, dla Michałowskiego w najlepszym razie to problem w skali mikro. Gdy pochyla się nad tekstem interesuje go wszystko to, co wokół niego i w nim samym napotyka. Podgląda każdą frazę, bierze pod lupę każdy wyraz. Szuka związków, rozwodów – nie obce jest mu również pojęcie konkubinatu. Przy czym, zawsze stara się być wierny literze pisma i rozpoznanym kontekstom. Bywa, że odczytania Michałowskiego są zaskakujące i odmienne od sztampowych interpretacji. Przykładem niech tu będzie wiersz Jacka Podsiadły "Kadra na mecz z Francją została już powołana". Symptomatycznym przykładem są również rozważania nad pierwszymi frazami wiersza Bohdana Zadury – "Zbuntowane komórki". Zresztą to, co najbardziej interesujące w tej książce jest zawsze zaskakujące. Ale to chyba oczywiste.
Metodę, którą w "Mikrokosmosie" przyjmuje Michałowski trafnie analizuje Ewa Sonneberg: "Książka jest jakby definicją zamknięcia, poszczególne rozdziały, które są jak rodzaj formy zbudowanej z określeń i znaczeń, w której światy prezentowanych wierszy istnieją na wskazanych zasadach. Zasadach, które są narzucone omawianym porządkiem i relatywnym odniesieniem do znaczenia wiersza w kontekście innych wierszy. Poszczególne rozdziały są prezentacją czym jest wiersz w odczuciu autora jak forma pierwotna wiersza która posiada swój świat przechowując sobie znane treści zamyka się w formie narzuconej poprzez interpretacyjny porządek i interpretacyjne odniesienia. Jest do definicja zamknięcia nie tylko ze względu na formę, ale również na niebezpieczeństwo interpretacyjne. Analiza wiersza, interpretacja naraża tekst na zamknięcie w błędnym kole intelektualnym i symulacji autora jako tego który narzuca tekstowi jakiś świat choć być może ten narzucony świat bywa fałszywy w relacji z tym co tekst w istocie ma do powiedzenia. Interpretacja jest wiec ryzykiem podejmowania znaczeń poza ich uniwersalną i obiektywną prawdą. Wiersz w interpretacji staje się nośnikiem relacji z czytelnikiem z interpretującym ale czy z rzeczywistym przesłaniem tego, co zawiera w sobie autentyczność i obiektywność wiersza?".
By nie rozczarowywać potencjalnych czytelników, to pytanie pozostawmy bez odpowiedzi. Choć w tym momencie mogę powiedzieć, że cel „bliskiego czytania”, który założył sobie na wstępie Michałowski został osiągnięty. Przynajmniej jeśli chodzi o moją lekturę.
Konrad Wojtyła