Trochę Kultury
Radio SzczecinRadio Szczecin » Trochę Kultury
Jerzy Ciurlok w Instytucie Mikołowskim, fot. Maciej Melecki
Jerzy Ciurlok w Instytucie Mikołowskim, fot. Maciej Melecki
Nakładem Instytutu Mikołowskiego ukazała się książka Jerzego Ciurloka zatytułowana "Mała Wielka Księga Drogi". Autor znany dotąd jako publicysta, felietonista, prozaik, eseista, reportażysta telewizyjny, prezenter radiowy, wreszcie kabareciarz, zadebiutował jako poeta w wieku 70 lat. W tomie znalazły się wiersze pisane ponad 50 lat temu, ale i te - na zasadzie pewnej klamry - które powstały w zeszłym roku.
"Małą Wielką Księgę Drogi" trzeba rozpatrywać na kilku poziomach: teoretycznoliterackim, biograficzno-historycznym, wreszcie duchowo-religijnym. Najprościej, nie znaczy najlepiej, byłoby czytać tę hipisowską książkę jako „dziennik podróży” – zapis transowej i ekstatycznej przygody zarówno w głąb siebie, jak też retrospektywną, generacyjną, relację z eskapady w szaloną przeszłość pod szyldem wolnej miłości i kontrkultury. Droga, którą przemierza autor, ciągnie się niczym Route 66, ma jednak swoje prywatne zjazdy i zakręty, skręty i zajazdy, na których dzieją się niestworzone rzeczy.
Poetycki debiut książkowy Ciurloka tylko pozornie wydaje się nieco późniejszy niż późne debiuty. Nie takie konfiguracje wszak znamy. Dość wspomnieć innego Ślązaka – Kazimierza Kutza, który "Piątą stronę świata" wydał mając 81 lat, chociaż jej fragmenty publikował na łamach „NaGłosu” w 1994 roku. Szukając pośród innych „późnych” debiutantów przywołać trzeba Zbigniewa Mikołejkę, wybitnego filozofa religii, który dał się poznać jako poeta w tomie Gorzkie żale, mając 66 lat. Zatem Ciurlok nie jest ani najstarszy, ani najmłodszy. Gdyby jeszcze do tej konstelacji dołączyć Tadeusza Sławka, który po siedemdziesiątce ekspresowo wydał trzy książki z esejami ("Śladem zwierząt…", "Nie bez reszty. O potrzebie niekompletności" i "Kafka. Życie w przestrzeni bez rozstrzygnięć") i trzy pozycje translatorskie (wybory Nicka Cave’a, Emily Dickinson oraz Williama Blake’a), to okaże się, że autorzy ci, niczym The Rolling Stones, wciąż są w tra(n)sie i właśnie pakują graty, by ruszyć w kolejną podróż.
fot. [materiały prasowe]
fot. [materiały prasowe]
To książka łącząca pokolenia, uruchamia wspomnienia zarówno w głowie prawie 100-letniej prababci jak i nastolatki, która powoli żegna się z dzieciństwem. "Admirałowie wyobraźni. 100 lat polskiej ilustracji w książkach dla dzieci" to pozycja obowiązkowa dla wszystkich.
Album ukazał się w grudniu i cieszy się tak dużą popularnością, że już doczekał się dodruku. Książka, którą zamówił Instytut Adama Mickiewicza, ukazała się także w języku angielskim ("Captains of Illustration") i można ją znaleźć m.in. we wszystkich Instytutach Polskich na świecie.
To, co w niej najważniejsze, to oczywiście ilustracje – zebrano ponad 900 prac autorstwa ponad 200 polskich ilustratorów. Są wśród nich zarówno uznani mistrzowie ilustracji (m.in. Bohdan Butenko, Janusz Stanny, Jan Marcin Szancer), jak i ci współcześnie tworzący artyści różnych pokoleń (m.in. Jan Bajtlik, Emilia Dziubak, Aleksandra i Daniel Mizielińscy i Iwona Chmielewska).
O książce rozmawia Joanna Skonieczna.
fot. [materiały prasowe]
fot. [materiały prasowe]
Stefan Banach - najwybitniejszy polski matematyk, Antoni Patek - genialny konstruktor legendarnych zegarków, Helena Jurgelewicz - pierwsza kobieta weterynarz w Polsce, czy urodzony w Szczecinie Aleksander Wolszczan - autor największego odkrycia od czasów Kopernika, m.in. o tych postaciach piszą w swojej książce "Królewski dar. Co Polska i Polacy dali światu" Teresa Kowalik i Przemysław Słowiński.
Jest to poczet badaczy i odkrywców nowych lądów, prekursorów radiochemii, pogromców tyfusu i ojców internetu. Ponad sto postaci, tych pomnikowych i tych niedocenionych przez historię powszechną. Ze współautorem książki Przemysławem Słowińskim rozmawiała Joanna Skonieczna.
Maciej Melecki, fot. [Monika Stolarska]
Maciej Melecki, fot. [Monika Stolarska]
Wkrótce nakładem Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki Publicznej w Poznaniu ukaże się książka Meleckiego zatytułowana "Nigdzie indziej". To drugi tom zapisków po opublikowanym "Gdzieniegdzie" (Łódź 2017). Konstrukcja oraz ramy modalne znaczącą nie odbiegają od zaproponowanej w pierwszym tomie formie silva rerum – luźnego zbioru notatek, zapisków, spostrzeżeń, wielobiegunowych dywagacji, wypowiedzi teoretycznych, krótkich recenzji czy esejów. Eksplikowane treści w Nigdzie indziej są żywą, niekiedy bezpośrednią reakcją na sprawy i kwestie bieżące - trapiące swą złożoną problematyką, dojmujące niekiedy dotkliwie poprzez ich graniczny aspekt oraz absorbujące ze względu na swą enigmatyczną wydarzeniowość.

Sinusoidalny charakter ewokowanych i interpretowanych treści wiąże się z koniecznością dobywania wielorejestrowego języka – w zależności od eksponowanych tematyk, język tych krótkich lub dłuższych wypowiedzi przybiera na tyle różną i odmienną postać, że w efekcie otrzymujemy jego estetyczny amalgamat. Proza poetycka zderzana jest z tekstami analizującymi polityczny wymiar wikłający jednostkę w narzucany jej dyktat, praca żałoby po śmierci bliskich ludzi kontrastowana z miniaturami sytuacyjnymi, wreszcie medytacje o losowym fatum sąsiadują z wypowiedziami teoretycznymi o wymiarze własnej poezji, które przeplatane są krótkimi analizami tomów wierszy czy twórczości danych poetów lub filozofów. Heterogeniczny w swej naturalnej postaci korpus tej książki przynosi mocno sfałdowany, niejednoznaczny, interwencyjny, epifaniczny oraz porowaty w swej fakturze konglomerat wypowiedzi.

"Nigdzie indziej" jest przeto książką autorskiego agonu - zawierającą meandrujący zręb koniecznych reakcji na symulakrum dookolnego świata, demistyfikowanego kąśliwymi podejrzeniami wobec opresyjnych jego intencji – ale także jednostkowego spektrum poetyckich wizji czy krytycznych wglądów dotyczących analizy postaci egzystencjalnych potyczek. Niezgoda sąsiaduje z tu z niedowierzaniem. Niepogodzenie z narzucanym racjo przenika w sfery chromej artykulacji oniemienia. Koniec zaś bynajmniej niczego nie wieńczy – pozostaje otwarty.
fot. [materiały prasowe]
fot. [materiały prasowe]
Twórcy umieszczają w swoich dziełach sekretne znaki. Odczytanie ich nie zawsze jest proste i jednoznaczne. Skąd się wzięła gigantyczna ważka na obrazie Józefa Mehoffera? Co Salvador Dali, zakodował w obrazie Zagadka Hitlera? Dlaczego Wyspiański zaprojektował dla wawelskiej katedry żywego trupa Kazimierza Wielkiego? Na te i kilka innych zagadek znają odpowiedź Joanna Łenyk-Barszcz Przemysław Barszcz autorzy książki zatytułowanej "Wielkie sekrety arcydzieł sztuki". Z autorami rozmawia Małgorzata Frymus.
fot. [materiały prasowe]
fot. [materiały prasowe]
XII wiek na Bliskim Wschodzie to bardzo burzliwy czas: to okres wypraw krzyżowych, Bizancjum walczy o przetrwanie, Krzyżowcy w Lewancie próbują stawić czoła rosnącej sile muzułmanów, w Syrii tworzy się nowa siła polityczna pod przywództwem dynastii Zengidów, a w Egipcie dynastia Fatymidów chyli się ku upadkowi. W tej oto skomplikowanej sytuacji politycznej pojawia się postać jednego z najsłynniejszych obok Mahometa postaci w historii - sułtana Saladyna. Człowieka, który zmieni losy ówczesnego świata i na trwale wpisze się w dzieje. Pierwszą polską biografię Saladyna napisał Piotr Solecki, który ciągle odnajduje nowe informacje i wątki o tej niezwykłej postaci. Właśnie ukazała się nowa, poszerzona, wersja historii Saladyna Wielkiego. Z autorem Piotrem Soleckim rozmawia Małgorzata Frymus.
Na zdjęciu Jarosław Eysmont z albumem o swoim ojcu, fot. Andrzej Łazowski
Na zdjęciu Jarosław Eysmont z albumem o swoim ojcu, fot. Andrzej Łazowski
Stowarzyszenie Czas Przestrzeń i Tożsamość wśród wielu swoich projektów ma zatytułowany BOS, czyli Bałtyk Odra Szczecin. W nim to realizowane są monografie szczecińskich artystów. Dotychczas ukazały się albumy poświęcone Tadeuszowi Nyczce, Erazmowi Kalwaryjskiemu, a pod koniec 2020 roku Tadeuszowi Eysymontowi.
Urodził się w 1924 roku w Rypinie, zmarł w 1991 roku w Szczecinie. W latach 1948-1952 studiował w Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych w Gdańsku pod kierunkiem Juliusza Studnickiego, Jacka Żuławskiego i Stanisława Michałowskiego.

Jak przypomina Galeria Kapitańska "Kiedy w 1953 roku Tadeusz Eysymont przybył wraz z "grupą sopocką" do Szczecina, był ukształtowanym w atmosferze kolorystyczno-realistycznej szkoły artystą, przygotowanym do tego, by podążyć własną drogą twórczych poszukiwań. Niemałą rolę odegrała w tych poszukiwaniach fala malarstwa abstrakcyjnego, ogarniająca Polskę w końcu lat 50. XX stulecia, która wciągnęła malarza w fazę eksperymentów formalno-strukturalnych".
1234567