Jak przeżyć samotnie 30 dni na niewielkim jachcie miotanym przez ogromne atlantyckie fale, niemal bez snu i kontaktu z lądem - każdy szczecinianin będzie mógł zadać takie pytania Radkowi Kowalczykowi, żeglarzowi, który już pod koniec września wystartuje w najtrudniejszych regatach żeglarzy samotników Mini Transat.
Przy ulicy Kapitańskiej rozpoczyna się właśnie uroczysty chrzest jednostki klasy Mini nazwanej "Calbud".
Aby w ogóle wystartować w regatach na trasie z Francji do Brazylii, trzeba przejść eliminacje, zwykle trwa to co najmniej 2 lata. - Tymczasem Radkowi Kowalczykowi udało się to w rok i dzięki pomocy szczecińskiej firmy Calbud 25 września wyruszy w rejs po burzliwym Atlantyku - opowiada Tomasz Starmach, współpracownik żeglarza. - Jesteśmy szczęśliwi, że projekt jest na takim etapie i że Radek ma szansę wystartować.
Uczestnicy regat pokonają prawie 8 tysięcy kilometrów, średnio zajmuje to około 30-40 dni. Jak opowiada Radek Kowalczyk, każdy z nich będzie walką z żywiołem i to już od samego startu. - Kiedy będziemy musieli wypłynąć z Zatoki Biskajskiej pod wielką falę. W tym miejscu na oceanie powstaje kipiel. Drugi taki moment to przecinanie równika. Albo nie ma wiatru w ogóle, albo jest sztormowy - tłumaczy Kowalczyk.
Swój jacht Kowalczyk zbudował sam, dzięki pomocy sponsorów w Mini Transat będzie miał nowe, ultralekkie i wytrzymałe żagle i liny. Przed startem jednostka przejdzie jeszcze specjalne testy we Francji.
Aby w ogóle wystartować w regatach na trasie z Francji do Brazylii, trzeba przejść eliminacje, zwykle trwa to co najmniej 2 lata. - Tymczasem Radkowi Kowalczykowi udało się to w rok i dzięki pomocy szczecińskiej firmy Calbud 25 września wyruszy w rejs po burzliwym Atlantyku - opowiada Tomasz Starmach, współpracownik żeglarza. - Jesteśmy szczęśliwi, że projekt jest na takim etapie i że Radek ma szansę wystartować.
Uczestnicy regat pokonają prawie 8 tysięcy kilometrów, średnio zajmuje to około 30-40 dni. Jak opowiada Radek Kowalczyk, każdy z nich będzie walką z żywiołem i to już od samego startu. - Kiedy będziemy musieli wypłynąć z Zatoki Biskajskiej pod wielką falę. W tym miejscu na oceanie powstaje kipiel. Drugi taki moment to przecinanie równika. Albo nie ma wiatru w ogóle, albo jest sztormowy - tłumaczy Kowalczyk.
Swój jacht Kowalczyk zbudował sam, dzięki pomocy sponsorów w Mini Transat będzie miał nowe, ultralekkie i wytrzymałe żagle i liny. Przed startem jednostka przejdzie jeszcze specjalne testy we Francji.

Radio Szczecin