Półprzysiady ze sztangą na plecach oraz poprawianie niedociągnięć. Tak wyglądają treningi Moniki Pyrek przed wylotem na igrzyska olimpijskie do Londynu. Zawodniczka szczecińskiego Ośrodka Skoku o Tyczce do zawodów przygotowuje się na stadionie przy ul. Litewskiej.
Dla Moniki Pyrek będą to już czwarte, a zarazem ostatnie w karierze, igrzyska. Właśnie to powoduje, że szczecinianka nie odczuwa tak dużej presji.
- Forma jest dobra, chociaż na pewno nie jest taka, jak cztery lata temu - przyznaje Pyrek. - Czas i kontuzje zrobiły niestety swoje, ale w dalszym ciągu mam nadzieję na awans do finału. To jest założenie nr 1. Jak już znajdę się w finale, to wtedy mogę walczyć o wszystko.
Nasza tyczkarka w Londynie nie zamierza interesować się tylko swoją dyscypliną.
- Najbardziej chciałabym zobaczyć mecz naszych siatkarzy - mówi szczecinianka. - Nie wiem jednak czy dostanę jakiś bilet, bo na pewno będzie to najbardziej oblegana dyscyplina. Trzymam też za nich kciuki, bo już dawno nie odnosiliśmy takich sukcesów w sportach drużynowych.
Monika Pyrek ze Szczecina wyjdzie w poniedziałek. Dzień później - ślubowanie olimpijskie, a następnie wylot do stolicy Wielkiej Brytanii.
- Forma jest dobra, chociaż na pewno nie jest taka, jak cztery lata temu - przyznaje Pyrek. - Czas i kontuzje zrobiły niestety swoje, ale w dalszym ciągu mam nadzieję na awans do finału. To jest założenie nr 1. Jak już znajdę się w finale, to wtedy mogę walczyć o wszystko.
Nasza tyczkarka w Londynie nie zamierza interesować się tylko swoją dyscypliną.
- Najbardziej chciałabym zobaczyć mecz naszych siatkarzy - mówi szczecinianka. - Nie wiem jednak czy dostanę jakiś bilet, bo na pewno będzie to najbardziej oblegana dyscyplina. Trzymam też za nich kciuki, bo już dawno nie odnosiliśmy takich sukcesów w sportach drużynowych.
Monika Pyrek ze Szczecina wyjdzie w poniedziałek. Dzień później - ślubowanie olimpijskie, a następnie wylot do stolicy Wielkiej Brytanii.

Radio Szczecin