To od razu tak a propos: Sony kupiła serwis Gaikai. Transakcja opiewa na około 380 milionów dolarów. A cóż to takiego, zapyta ktoś - to serwis do grania w chmurze. Oficjalny komentarz Sony brzmi: "dostarczy światowej klasy usługę cloud gaming, która pozwoli użytkownikom na natychmiastową zabawę z szerokim wachlarzem tytułów, począwszy od core’owych gier okraszonych piękną grafiką, a skończywszy na produkcjach casualowych. Wszystko to będzie dostępne na najróżniejszych urządzeniach podłączonych do Internetu". Zerknęliśmy do serwisu, a tam dzisiaj za darmo gramy w Alan Wake czy Need For Speed: The Run albo Rayman Origins.
Zresztą takie Electronic Arts oficjalnie zapowiada, że przyszłość leży w internecie. A konkretnie w cyfrowej dystrybucji. To znaczy, na razie pudełka "tak", ale prędzej czy później, co zapowiadają Elektronicy, najważniejsze i najbardziej dochodowe będzie kupowanie wersji elektronicznych gier. Przy okazji dowiedzieliśmy się, że firma jest bardzo szczęśliwa z tego, jak sprzedał się Battlefield 3 Premium i już planują kolejne takie akcje przy okazji innych tytułów.
Jak sprzedawać, to z rozmachem. Jakby ktoś miał wolne ponad 8 miliardów dolarów, to można sobie kupić firmę Activision Blizzard. Może jak komuś się nie podoba ewolucja serii Call of Duty czy Diablo - to nabywamy i robimy porządki... Żarty żartami, ale akurat tym markom to pewnie nic się nie stanie, wszak to kury znoszące złote jaja. Z tą sprzedażą zresztą to na razie tylko plotki, ale ponoć solidnie udokumentowane, bo francuski koncern Vivendi ma jakoby poważne kłopoty finansowe.
To może wreszcie coś stricte o grach. Mass Effect 3 dostanie kolejne DLC - przynajmniej ślady takowego dociekliwi wykryli w ostatnim dodatku Extendet Cut. Bioware już nieoficjalnie-półoficjalnie coś takiego potwierdziło, ale więcej na ten temat nie powiemy, żeby nie psuć zabawy tym, którzy jeszcze w tę mega produkcję nie grali. Tak samo nie oczekujcie recenzji nowego zakończenia gwiezdnej space opery - ale jesteśmy ciekawi Waszych głosów: krótko "fajne, niefajne", piszcie do naszej redakcji.
I na koniec wieści z Europy. Najpierw coś pozytywnego: jeżeli kupiliśmy grę drogą cyfrową, mamy prawo ją sprzedać! Tak orzekł europejski Trybunał Sprawiedliwości, zacytujmy: "wydawca nie ma prawa zabronić powtórnej sprzedaży oprogramowania zakupionego drogą cyfrową. Wszelkie prawa producenta w tej kwestii tracą swoją moc w momencie zakupu". Ciekawe tylko, jak niby to ma się odbywać...
A jutro w Parlamencie Europejskim decyzja w sprawie kontrowersyjnej umowy o zwalczaniu handlu towarami podrobionymi. O przyjęcie ACTA zabiegają w Strasburgu przedstawiciele 130 organizacji i firm z całej Europy. Przeciwne są jednak komisje Parlamentu Europejskiego, które negatywnie zaopiniowały projekt. Wszyscy chyba pamiętają, ale dla porządku przypomnijmy, że zwolennicy uważają, że ma ona na celu chronić interesy twórców. Przeciwnicy - że ograniczy wolność internetu. Bo, "kto nie skacze ten za ACTA, hop, hop, hop!!!"