"Pokonać potwory? Zrobione. Uratować Bulbhouse? Zrobione. Rodzina w komplecie? Tak jest. Wszystko więc wydaje się być w porządku... Ale nie na długo!" Tym tekstem twórcy zapowiedzieli kontynuację przygód człowieka-żarówki, który tym razem zapuszcza się w odmęty piwnicy dziadka, opanowanej przez zmutowany dżem. Brzmi smacznie, nieprawdaż? Jak to w piwnicy bywa, za każdym rogiem czai się coś strasznego, cienie układają się w niepokojące kształty, a mózg dopowiada sobie całą resztę.
Przyznaję, po Bulb Boy 2 oczekiwałem powiewu nowości, zwłaszcza po tylu latach. Otrzymałem jednak grę bardzo podobną, ze znaną mi oryginalną stylistyką graficzną inspirowaną kreskówkami z lat 90. Z podobnymi elementami przygodówki typu point'n'click z horrorem. Czy to źle? Nigdy w życiu. Groteska, lepkie galaretowate kreatury, obrzydliwe szczegóły, przy których słoik robactwa wydaje się wzorem piękna. Ale taki jest urok tej produkcji, za to ją uwielbiamy.
Warto tu wspomnieć, że historia pierwszego Bulb Boy'a jest wyjątkowa. Zwrócił na nią uwagę najpopularniejszy wtedy na świecie jutuber PewDiePie, który pomógł ją wypromować. Potem zainwestował i powstała mobilka Poopdie (wydana też na Switcha, ale nadal czekam na wersję PC), a potem... duet twórców się rozstał. Szymon stworzył recenzowaną przeze mnie grę Bad Cheese, a Artur dowiózł Bulb Boy 2. Na całe szczęście te zawirowania nie wpłynęły na przede wszystkim oryginalny wygląd produkcji. To nadal ten sam dziwny klimat jak w roku 2015.
Wyprawa do piwnicy po dżem nadal obfituje w niesamowite, wręcz chore akcje, miesza grozę z groteską, zachwyca kolorystyką, klimatem. W przygodzie oczywiście uczestniczy wierny towarzysz Ćmopies, a Dziadek Naftalin nadal pozostaje zupełnie bezużyteczny. Gra polega na unikaniu kleistych zagrożeń, rozwiązywaniu zagadek, robieniu mini gier i finalnie pozbyciu się wielkiego zagrożenia. No i odkręcaniu własnej głowy, jak na człowieka-żarówkę przystało. Nie jest wyzwaniem, ale też nie przechodzi się sama. To klasyczny point-and-click, podzielony na krótkie rozdziały.
Tytuł jest krótki, tak jak ta recenzja, ale wciągający, ociekający klimatem pierwowzoru, z bardzo oryginalną stylistyką. Na moją ocenę zapewne wpłynął sentyment, bo jednak jedynkę uwielbiam. Za przygodę, wygląd, dźwięki, tę dziwność. I Bulb Boy 2: Jar of Despair jest bardzo podobny. Może i zabrakło mi więcej nowości, ale bawiłem się doskonale. Ocena 7.5/10