Giermasz
Radio SzczecinRadio Szczecin » Giermasz » RECENZJE
Resident Evil Requiem
Resident Evil Requiem
Jakich byście afirmujących przymiotników nie użyli - zapewne będą pasować. Resident Evil Requiem to klasyka podana w nowoczesnym wydaniu, która wyciska to co najlepsze z serii i łączy w jedno, a rezultat końcowy jest wyborny. To trochę tak, jakbyśmy ze wszystkich podstawowych części zrobili film. Wcześniejsze produkcje były początkiem, zawiązaniem akcji, a kulminacja to właśnie Resident Evil Requiem.

Grę do recenzji otrzymaliśmy od dystrybutora, firmy Cenega.
Recenzja Resident Evil Requiem

Produkcja wybrała najjaśniejsze i najbardziej rozpoznawalne elementy poszczególnych odsłon, po czym zaproponowała je graczom, niekoniecznie wcześniej miksując. Raczej podając na osobnych talerzach. Najnowszy Resident to trochę jakby dwie gry.

Nową postacią jest Grace, młoda agentka FBI, która wprowadza nas w przygodę i sama ją poznaje, choć w jej przypadku można mówić o przeznaczeniu, bo matka kobiety była jedną z ocalałych z Racoon City. Teraz to właśnie córka jest na celowniku sprawców całego zła. Prowadząc Grace mamy do czynienia z nawiązaniem na przykład do siódmego Residenta; mniej tu strzelania i otwartej walki, więcej skradania się i kombinowania, nieco więcej strachu, bezradności, co gra umiejętnie podkreśla. Przez większość czasu młoda agentka ma przyspieszony oddech, trzęsą jej się ręce, ma doświadczenie z bronią, ale nie na tyle duże, żeby powalić zombiaka z biodra, często musi ratować się ucieczką, bo amunicji i innych rzeczy brakuje. To zdecydowanie straszniejszy fragment Requiem, kiedy zanurzamy się w mikroświat, którego granice w pierwszej chwili wytyczają mury i drzwi pewnej willi dostosowanej do opieki nad chorymi, co oczywiście jest tylko przykrywką do rzeczywistych, niecnych celów. Dużo tu szaleństwa, zombiaki zachowują się, jakby śmierć nie mogła do końca przerwać ich codzienności. Na wpół rozłożony lokaj dba o oszczędność prądu i gania za włączonymi światłami, chory włóczy się ze stojakiem na kroplówki, pokojówka pucuje łazienki, które toną we krwi. To potęguje nastrój groteski. Są też większe, potężniejsze stwory, które Grace musi omijać z daleka. Szczególnie pierwszy; zdeformowana, potężna kobieta czy dziewczyna, robi ogromne wrażenie i jest idealnym trzęsieniem ziemi na początek. "Stworasy" dopasowane do okoliczności są idealnie, bo tu też nastrój rozkładu kontrastuje gdzieniegdzie z wyszukanymi wnętrzami, ozdobne wykończenia ze szpitalnym przybrudzonym chłodem obramowanym jednak już atomami zepsucia i zużycia. Nic tu nie jest jednoznacznie czyste i sterylne. Trochę jak drogi dywan, na który ktoś wylał sok, którego nie da się usunąć. Dywan piękny, ale poplamiony i po pewnym czasie zaczyna śmierdzieć i niszczeć.

Z drugiej strony mamy Leona - znanego już od lat bohatera serii. Kiedy Grace schodzi ze sceny, wchodzi on - takie roszady są co jakiś czas. Z tym, że w tym przypadku, to Leon rozdaje karty częstując zombiaki gorącym ołowiem albo daniem na zimno w postaci toporka. Na deser - kop z solidnego buta, który najczęściej do końca zaspokaja apetyt przeciwników na ból. Leon też komentuje swoje wyczyny w typowo hollywoodzkim stylu, przy czym ta broń akurat ładowana jest ciarkami żenady, choć to raczej celowy zabieg, żeby nieco rozładować atmosferę, bo podczas rozgrywki "kowbojem" strachu jest znacznie mniej, a dużo więcej strzelania i walki. Taka zmiana bohaterów to bardzo ciekawy zabieg, który sprawdza się wyśmienicie, daje oddech po nieco dusznych przygodach Grace, z drugiej strony, pozwala nieco spowolnić tempo, jak Leon się już nastrzela i namacha toporkiem. Oczywiście Leon i Grace spotykają się po drodze, działają równolegle, choć w dużej mierze niezależnie.

Mechaniki walki, craftingu czy przekradania się pomiędzy wrogami to również sprawdzone, wykorzystywane wcześniej metody, których doświadczyliśmy nie raz i nie dwa. Każdy, kto grał we wcześniejsze Residenty poczuje się jak w domu. Opuszczonym, gnijącym, wietrzonym okrzykami konających ludzi i upiornymi rykami mutantów domostwie, gdzieś na uboczu, gdzie trzaskające okiennice mówią dobranoc, a piwnica to coś znacznie więcej, niż miejsce trzymania weków. Ale miłośnicy Residentów rozsiądą się wygodnie z błogą miną, bo wszystko tu do siebie pasuje i jest idealnie zbalansowane - momenty straszne przeplatane z tymi wypełnionymi akcją, doskonałe lokacje, które pozwalają na krycie się nas, ale też kolejnych koszmarów, przeciwników, szczególnie tych głównych, jak odrysowanych z jakiegoś kina B lat 90. i 80., ale przez to wcale nie mniej strasznych czy gorzej skonstruowanych. Po prostu wzorowanych na tej stylistyce, ale też z pociągnięciami, które ich udoskonalają i czynią jeszcze bardziej złowieszczymi, bo nawet w momentach, które gdzie indziej byłyby śmieszne, tu robi się niepokojąco.

Graficznie - jest całkiem w porządku, choć raczej na poziomie ostatnich części czy remake'ów, jakie dostaliśmy w ręce. Dźwiękowo - rewelacja - to jest klasa zombie sama w sobie, aktorzy też świetnie odnajdują się w swoich rolach. Grace wypada bardzo wiarygodnie i choć może trochę irytować na początku nieporadnością czy jakąś "fajtłapowatością", to jest doskonałą, nadającą głębi grze bohaterką.

Zdarzają się absurdy, z którymi trudno się pogodzić - dlaczego tu na przykład nikt nie próbuje korzystać z telefonu, żeby wezwać pomoc albo posiłki? Stacjonarny jest na co drugim biurku. Czemu nie mogę przeskoczyć metrowych barierek? I tak dalej. Ale też jest to część poetyki tej serii. No i nie radzę nowym zaczynać przygody od Requiem - za dużo tu nawiązań do poprzednich części. Pozostali - no nie ma na co czekać.

Ja też już kończę, bo chcę wrócić do grania. To najbardziej residentowy Resident od dawna. A poprzeczka przecież wisiała bardzo wysoko. Daję 9/10.
 

Zobacz także

2026-09-19, godz. 08:01 The Blood of Dawnwalker [PC] Jak myślicie, jak długa jest droga od średniowiecznego rycerskiego zakonu do krwiożerczej bestii żywiącej się ludzką krwią i lubującej się w dręczeniu… » więcej 2026-09-19, godz. 08:01 Onimusha: Way of the Sword [PlayStation 5] Nie sądziłem, że po ostatnim średnim remasterze dwójki z minionego roku będę miał wypieki przy kolejnej, już pełnoprawnej części serii Onimusha. Ale… » więcej 2026-09-19, godz. 08:01 Star Wars Zero Company [PlayStation 5] Star Wars: Zero Company nie zawodzi.Ma swoje problemy, ale one schodzą na dalszy plan. Dawno nie cieszyły mnie tak kolejne misje, jakie oferuje ta taktyczna… » więcej 2026-09-19, godz. 08:01 Orbitals [Switch 2] Gry oparte na kooperacji potrafią skraść moment w giereczkowej banieczce. Nie szukając daleko – It Takes Two czy Split Fiction od szwedzkiego studia Hazelight… » więcej 2026-09-12, godz. 08:01 The Blood of Dawnwalker - pierwsze wrażenia [PC] Wojny i plagi to moment, w którym w średniowieczu władzę nad światem przejmują wampiry. Przynajmniej według twórców The Blood of Dawnwalker. Patryk Srokowski… » więcej 2026-09-12, godz. 08:01 Defender of the Crown: The Legend Returns [PlayStation 5] Nostalgia to bardzo mocne uczucie, które wpływa na wyobrażenia graczy o grach dawno minionych. Ja tak miałem z Defender of the Crown, którego w młodości… » więcej 2026-09-05, godz. 08:01 Yet Another Zombie Survivors [PlayStation 5] Oni znowu to zrobili. Polskie Awesome Games Studio wydało kolejną swoją grę i ponownie stała się hitem. Tym razem mowa o Yet Another Zombie Survivors, czyli… » więcej 2026-09-05, godz. 08:01 Moonlighter 2: The Endless Vault [PlayStation 5] Pierwsza część okazała się sporym, pozytywnym zaskoczeniem, także w naszej redakcji. A dopiero co zadebiutowała jej kontynuacja - można już skreślić… » więcej 2026-09-05, godz. 08:01 1666: Amsterdam [wczesny dostęp PC] Myśleliście może kiedyś, aby rzucić to wszystko, co złe, i wyjechać do Holandii? Nie? A szkoda, bo to niezwykle interesujący kraj. Pełen tulipanów, wiatraków… » więcej 2026-08-29, godz. 08:05 Resonance: A Plague Tale Legacy [PlayStation 5] Miałem przyjemność grać we wszystkie trzy części serii A Plague Tale i uważam, że najnowsza jest najlepsza, Zdecydowanie inna, ale oferująca wciągającą… » więcej
12345