Tak, jest i kot. Albo stworzenie bardzo kotopodobne. Bo to jednak science-fiction. Na początku dostajemy zgrabne podsumowanie wydarzeń części pierwszej - po czym przechodzimy do rozgrywki w Planet of Lana 2: Children of the Leaf.
Mamy dziewczynę - Lanę, jej małą siostrzenicę Anuę i rzeczonego kota o imieniu Mui. Mamy też szybki i przydatny tutorial, w którym uczymy się podstawowych akcji. A ci, którzy grali w pierwszą część przygód Lany, dowiedzą się, co nasza bohaterka może, czego nie mogła wcześniej, na przykład nurkować. Ważny element - poza wprowadzeniem do gry nie dostaniemy tłumaczenia tego, co w wymyślonym przez twórców języku mówią nasze postaci. To otwiera pole do interpretacji, a że więcej robią, a mniej mówią - zupełnie to nie przeszkadza.
Co z opowieścią? Jest dość przewidywalna - na (znów) spokojnej planecie Novo pojawiają się złole, którzy niszczą zasoby naturalne, żeby się wzbogacić. Jedną z ofiar ich niecnego planu przypadkiem staje się Anua, czyli siostrzenica Lany, którą ta na chwilę spuściła z oka. No to teraz trzeba ją uratować.
Nasza bohaterka, obciążona wyrzutami sumienia wyrusza więc w standardową w takich przypadkach podróż na poszukiwanie ratunku. Towarzyszy jej Mui, z którym to muszą dostać się do niedostępnych miejsc, przechytrzyć różne stwory i znaleźć to, czego szukają.
I tu zatrzymajmy się na chwilę, bo współpraca tych dwojga to jest clou programu Planet of Lana 2: Children of the Leaf. Czego jedno nie może, to zrobi drugie. Mui na przykład, jak na kota przystało, za nic nie wejdzie do wody. Ale za to ma pewne szczególne właściwości - potrafi na przykład podporządkować sobie niektóre inne stworzenia. Schemat uzupełniania się tych dwóch postaci nie jest jakoś szczególnie skomplikowany, ale za to - trzeba przyznać - przemyślany i rzeczywiście wykonanie właściwie każdego zadania wymaga użycia umiejętności obojga naszych bohaterów.
No właśnie, zadania. Tutaj twórcom udało się uniknąć jednocześnie zbytniego uproszczenia i nadmiernego komplikowania. Przeszkody mają stopień trudności "tak w sam raz” - trzeba być trochę sprytnym, a trochę szybkim i zwinnym w operowaniu padem. Z czasem pojawia się pewna rutyna, ale do zniesienia. W każdym razie - trochę łaskocze w mózg, a to całkiem sympatyczne uczucie.
I "sympatyczna” to jest określenie, które najlepiej opisuje tę grę. Jest przeważnie kolorowa, zrobiona prostą, acz dopracowaną kreską, odrobinę w klimacie animacji Studia Ghibli. Grafika naprawdę cieszy oko. Przynajmniej moje. Są w sieci narzekania, że za bardzo nie odbiega od tej sprzed trzech lat. Ja mówię - po co, skoro była dobra? Nie jest to gra na pewno przełomowa, nie powala na kolana. Czy można się przy niej dobrze bawić? Absolutnie tak. Dlatego dla Planet of Lana 2: Children of the Leaf ode mnie szczodre 7,5/10.