Don’t Mess With Bober to krótka, niezależna gra z gatunku horrorów, w której przyjeżdżamy do lasu sobie odpocząć, lecz potem wszystko idzie nie tak. W ogóle na początku myślałem, że to gra spod polskiej ręki. Fakt, mem z „boberem” stał się światowym viralem, jednak zaczął się w naszym kraju, stąd moje założenie. Od wejścia jednak gra skutecznie nam uświadamia, że polskość gry kończy się na memie. Tłumaczenie wygląda, jak przerzucone na szybko przez tłumacza i wrzucone do gry. Najbardziej razi to, że nasz protagonista jest Mateuszem, jednak przez telefon rozmawia z Joeym. Do tego dochodzi kilka innych przekręceń, charakterystycznych dla nieskorygowanych tłumaczeń. Rozumiem, że to indie game, ale czasem lepiej jest okroić wersje językowe, a nie wypuścić coś średnio poprawnego.
Na grafikę nie będę się za bardzo zżymał, po pierwsze – bo to indie game, a po drugie – nie ma dramatów. Wiadomo, nie ma co spodziewać się fotorealizmu, ale jest przyjemnie i nie widzimy nic, co z miejsca jest dyskwalifikujące grę. Dziwna natomiast jest fabuła. Ponieważ, jak to bywa, trzeba umiejscowić jakoś historię i ustalić, dlaczego bóbr chce się na nas zemścić. To akurat zrobione jest w bardzo dziwny sposób. Zdradzając początek fabuły – wjeżdżając na posesję, wyciągamy klucz spod wycieraczki, wchodzimy… a tam śmieci, zostawione rzekomo przez nastolatków, którzy zrobili sobie tam imprezę. Sprzątamy więc, idziemy do śmietnika, który jest nad rzeką. I teraz następuje moment, kiedy pojawia się ta fabularna strzelba Czechowa – wyrzucając śmieci śmietnik przewraca się, wpada do owej rzeki i niszczy wielką tamę, co zsyła na nas bobrzy gniew.
Potem gra rzeczywiście stara się być horrorem. Dostajemy wybuchające ciasto, które jest chyba tylko po to, żeby można było wrzucić w słowa bohatera nawiązanie do Portala, skrajnie liniową przygodę, gdzie łatwiej jest o frustrację niż strach. Może to mój brak umiejętności w graniu w gry, ale kilka razy uciekałem przed tym samym spadającym drzewem. Niektóre mechaniki dają nieco odskoczni od chodzenia, ale opierają się głównie na quick-time eventach. Fabularnie ogólnie nie trzyma się to za bardzo kupy, a pointa jest również niesatysfakcjonująca.
Horror, który podnosi ciśnienie nie z powodu strachu. Tłumaczenie, które zgrzyta. Fabuła ze średnim sensem. Ja rozumiem, że to gra na podstawie mema. Ja rozumiem, że to indyk. No ale nie gra się w to zbyt dobrze. Jeśli wśród zalet można wpisać, że szybko się kończy, to nie jest to najlepszy prognostyk. Bo to jest gra na pół godziny, dłużej, jeżeli się zakopiesz w którymś z punktów. I nie wiem, czy to był dobrze zainwestowany czas. To nie jest fatalna gra, ale nie jest to tytuł, do którego wrócisz. Ocena 4,5 na 10.