Jakimś cudem dostaliśmy robotę w kultowym sklepie z winylami. Prowadzi go Morgan, była gwiazda i wokalistka popularnego jakieś 40 lat temu zespołu Becoming Violet. Zespól, jak to często bywa, rozpadł się w dość dramatycznych okolicznościach relacyjnych. Siostra Morgan odbiła jej chłopaka i razem z nim odeszła z zespołu i rozwinęła własną, oszałamiającą karierę. Sprawa wydawała się zamknięta, ale myślę, że już czujecie, że będzie miała wpływ na funkcjonowanie sklepu i jego załogi.
No i teraz tak, rano otwieramy sklep i spotykamy się ze współpracownikami na zapleczu. Tam rozkręca się główna nić fabularna. Poznajemy naszych nowych kolegów, ich temperamenty, historie, lubienia i nielubienia. Mamy też chwilę by wymienić niektóre sklepowe dekoracje i kupić nowe płyty do puszczania w sklepie. Potem otwieramy biznes i doświadczamy głównej mechaniki gry.
Codziennie wpada do nas kilku klientów, niektórzy wiedzą dokładnie po co przyszli, inni wskazują na kilka cech tego czego szukają, a my jesteśmy tam po to by sprzedać im właściwą płytę. Możemy wybrać tryb, w którym nasza rekomendacja jest ostateczną sprzedażą albo taki, w którym będziemy próbować trafić do skutku. W pewnym sensie ta pierwsza opcja jest mniej realistyczna, w końcu zazwyczaj nikt nie wkłada nam do torby produktu, którego nawet nie mieliśmy okazji obejrzeć. Jednak wydaje mi się, że nieuchronność konsekwencji naszego wyboru sprawia, że jesteśmy bardziej uważni i wkładamy więcej siły w dobranie odpowiedniego krążka.
Czasami sprawa jest prosta - ktoś chce najnowszy album Mimi, proszę bardzo, naklejka new i szybkie rzucenie okiem na tył płyty wystarczy. Częściej jednak mamy do czynienia z małą zagadką - album, który wygląda jak słońce albo ten z goblinem w środku, płyta, którą polecił jakiś krytyk albo ta z kawałkiem, który był ścieżką dźwiękową z filmu. Z czasem zagadki stają się trudniejsze, a wskazówek musimy szukać np. w najnowszym magazynie muzycznym.Do tego zdarzy się nam projektować ulotki, pakować zamówienia, a czasami wyskoczymy ze znajomymi z pracy do lokalnego pubu na koncert na żywo.
Fabuła wax heads nie jest jakaś wyjątkowa, ale śledziłam ją z przyjemnością. Zarówno inni pracownicy sklepu jak i klienci mają swoje temperamenty i cechy. Niektórzy są mocno przerysowani i służą jako karykatury - mamy łowcę okazji, starych metalowców i śliskiego rentiera. Jednak wiele osób przychodzi do sklepu z osobistą historią, a my możemy przez ten krótki moment być jej częścią.
Na początku uznałam, że system rekomendacji mógłby być trochę bardziej skomplikowany, czasem trzeba się trochę nagłówkować, ale zasadniczo są to niezbyt trudne zagadki z jedną dobrą odpowiedzią. Z czasem jednak przyzwyczaiłam się do pewnej prostoty głównej mechaniki, bo siła tej produkcji leży trochę gdzie indziej.
Wax heads stawia na szczegóły i atmosferę. Operuje stylizowaną grafiką i tworzy estetykę radosnego punka. Każda płyta ma swoją okładkę, opis i listę piosenek. Każą możemy wyjąć by zobaczyć jak została wytłoczona. Poza płytami mamy też ulotki, ziny, czasopisma i trochę innych, wizualnych atrakcji. Gra nie boi się aluzji i komentarzy do współczesnej sytuacji społecznej i politycznej, czasem dostajemy je wprost od innych postaci, ale mnóstwo smaczków poukrywanych jest na tyłach płyt, w wywiadach z muzykami i w historiach naszych klientów.
A najlepsze na koniec - ścieżka dźwiękowa jest oryginalna, więc możemy posłuchać jak brzmi Becoming Violet, Mimi, Snarl czy Dirt. Można ją przesłuchać na youtubie i kupić na steamie, warto ją sobie sprawić razem z grą.
Wax heads, dzięki swojej szczegółowości ma w sobie coś sensorycznego i zaciera granice między cyfrowym a analogowym światem. To nie ideał, ale przyjemnie zostać winylomaniakiem. 8,5/10