Wiem, jakie są zdania na temat sportowych gier wydawanych co roku. Rzadko się za nie biorę, sporty walki z racji prywatnych upodobań są wyjątkiem. No cóż - jeśli macie jak ja, że lubicie ten sport - jest prosta droga - dobrze jest mieć szóste UFC na dysku. Może nie jest to rewolucja w porównaniu do poprzednich części, ale solidna ewolucja - na pewno. Słuchajcie - zróbmy tam - o trybach opowiem krótko, bo naprawdę tu nie ma nic odkrywczego. Skupimy się na odczuciach z samej walki, bo tu UFC ma najwięcej do powiedzenia i to jest zasadniczą i najważniejszą częścią produkcji. Przede wszystkim tryb kariery - czyli wybieramy jednego z zawodników, tworzymy własnego i zacznamy działać i piąć się po szczeblach drabinki tocząc kolejne walki. Przy czym kreując swojego wojownika raczej nie nastawiajcie się na jakieś fajerwerki i lustrzane odbicie Waszych wyobrażeń. Tu opcji akurat trochę brakuje. Mamy tu kolejne propozycje starć oczywiście z tymi wojownikami, dla których miłośnicy mieszanych sztuk walk zarywają noce. Obóz treningowy trwa kilka tygodni, polega na robieniu sparingów z dyscyplin w stójce i parterze - zależy na co postawimy, mamy też rosnącą liczbę fanów i możliwość publikowania wpisów w mediach społecznościowych, to buduje popularność i zwiększa wpływy. Co jakiś czas są zdarzenia losowe, na przykład trafi się wyjazd na obóz treningowy z jakimś wymiataczem - stracimy kilka dni, ale może dzięki temu nasze zapasy będą lepsze. Mamy też niekiedy rady trenera, ale właśnie tego moim zdaniem brakuje najbardziej. Chciałbym wskazówki i więcej taktyki - co każdą walkę. Szkoda.
Jest oczywiście też tryb walki tu i teraz - na przykład z SI, tryb "Legend", w którym wskakujemy do oktagonu podczas starć prawdziwych zawodników w trakcie gal, jakie faktycznie miały miejsce i jeszcze opcja legacy. Ta ostatnia, to taka jakby filmowa opcja. Wcielamy się w Chrisa Cartera, gościa, który chce udowdnić, że nazwisko legendarnego ojca nie pomaga mu w karierze zawodnika MMA. Czyli kolejne walki obtoczone w fabularnej panierce.
Najlepiej bawiłem się przy karierze no i zapewne właśnie ten tryb jest najczęściej wybierany przez graczy, w końcu to tu można od początku do końca poprowadzić swojego fajtera. Przechodząc do zapowiadanego sedna czyli samego łomotu w klatce. Nie mogłem się oprzeć wrażeniu, że twórcy szukali złotego środka - czegoś pomiędzy wymagającą symulacją a typową zręcznościówką. Nie zmienia to faktu, że to wciąż znacznie więcej pod kątem nauki chwytów i uderzeń niż na przykład Mortal kombat - nic nie ujmując. Ciosy jednak wchodzą chyba trochę prościej, podobnie jak obalenia, szczególnie jeśli skupimy się na sparingach i podszlifujemy poszczególne płaszczyzny. Co jednak najważniejsze - nadal mamy tu olbrzymią satysfakcję z każdej kombinacji, która weszła, każdego skończenia, a nawet przejścia pozycji. Wydaje się, że immersja też jest lepsza, choć szczególnie, kiedy to przeciwnik nam równa sufit. Mam na myśli to, że kiedy nasz zabijaka dostaje w dziób, to człowiek aż się krzywi, bo jakby jego trochę serduszko bolało. I to zadowolenie, kiedy taktyka na przykład pod zawodnika - eksperta od parteru - przynosi efekty. Niekoniecznie zresztą zadowolenie wynikające z nokautu, triumfy na punkty też dają wiele radochy, czasem nawet więcej, bo wtedy to nie bezmyślna młócka, ale dobrze prowadzona i rozplanowana bitwa poprzedzona odpowiednim przygotowaniem.
No, ale też ta frustracja, kiedy dobrze idąca walka nagle kończy się dwiema sekundami nieuwagi i ciężkim nokautem - to też sprawia swego rodzaju przyjemność. Tak - frustracja, ale tak wygląda w końcu ten sport - nawet dominując przeciwnika możemy tak wyłapać w każdej sekundzie, że potrzebny będzie neurolog. Natomiast każde starcie nakręca do następnego - następne walki, doping i atmosfera robią swoje, choć niespecjalnie mam wrażenie, żeby pomagała w tym otoczka, która miałaby nam towarzyszyć w czasie obozu treningowego. Przygotowania dość szybko zmieniają się w obowiązek do odklepania. Samo starcie jednak - jest warte czekania i odbębnienia obowiązków. Cóż, to też taka proza tej branży - w końcu zawodnicy też męczą się podczas przygotowań i liczą grosze na wynajęcie lepszego trenera czy sparingpartnera. Wracając do samej walki - chyba ukłonem w stronę miłośników arkadowej zabawy jest opcja flow, czyli taki tryb mocy, w który nasz zawodnik może wpaść po jakimś czasie walki. To akurat nie dla mnie. Po pierwsze, to niespecjalnie pomagał mi w starciu, po drugie - to już moim zdaniem przesada w drugą stronę. Ale - nikt nie każe z tego korzystać.
Dodam Wam jeszcze, że tej przyjemności z oklepywania masek dopełnia wygląd tych masek już po oklepie - pięknie prezentują się wszelkie otarcia i rozcięcia. Oczywiście część z nich może być kontuzją, która utrudni zdobycie zwycięstwa. A całości przygrywa całkiem fajny pakiet utworów, od metalu przez rap po solidny rock. W sam raz. No i tak miałem, że jak zagrałem to pomyślałem - czas iść na trening. I poszedłem na trening. I to chyba najlepsza recenzja. Fani sportów walki - zdecydowanie tak. Pozostali - można, może Wam się spodoba. 8 na 10.