Koncept rozgrywki jest prosty – odkrywamy punkt na wyspie, strzelamy z atramentu, dezintegrujemy stwory i zdobywamy skarby. Zdobyte pukawki i umiejętności pomagają nam w podbijaniu nowych poziomów, a potem pętla się zamyka. Rozgrywka jest przyjemna, ale po jakimś czasie, według mnie, nieco repetytywna. Fakt, strzelanie z atramentu jest spoko, ale mimo wszystko po kilku czy kilkunastu poziomach to jest trochę ta sama książka z inną czcionką. Zabawna, ale jednak brakuje zaskoczenia.
Zanim jeszcze przejdziemy do wyglądu to jedna drobnostka, która jednak podrażniła moje upodobania. Podczas gry w zadokowanej konsoli domyślnie sterowanie kamerą odbywa się za pomocą wychylenia Joy-conów. Może to moje nawyki, ale dla mnie wydało się to strasznie upierdliwe. Niby fajny gimmick, ale przy pierwszej możliwej okazji było odpalenie menu i szukanie zmiany w ustawieniach.
Gra natomiast nadrabia wyglądem. Twórcy Splatoon Raiders wzięli sobie do serca to, że Switch 2 ma lepsze bebechy i włożyli mnóstwo troski w grafikę. Na początku może i wydać się trochę to wszystko szarobure, ale przecież po chwili zapełnia się kolorowym atramentem, więc bez stresu o to. Tekstury godne nowego sprzętu, a i nic nie zgrzyta podczas rozgrywki. Tutaj – mocny plusik.
Osoby, które zaczynają ze Splatoonem swoją przygodę od Raiders będą raczej zadowolone i możliwe, że zostaną przy serii, sprawdzając poprzednie tytuły i pakując się w świat walki przeciw innym graczom. Wśród fanów serii – opinie są nieco bardziej podzielone, ale raczej też po tej dobrej stronie. Problem według mnie jest taki, że to ewidentnie gra na jedno przejście. Kilkanaście godzin i na dobrą sprawę grę możesz wystawiać do drugiego obiegu, o ile oczywiście masz pudełko, a nie cyfrówkę. Powtarzalność poziomów też nie pomaga. Co nie zmienia faktu, że jest to przystępny tytuł do pogrania sobie bez zbędnego wysilania w ramach, na przykład, odpoczynku po pracy. Na pewno znajdzie swoich fanów. Ode mnie solidne 7.5 na 10.