Dodajmy, że sprawdzaliśmy wersję na konsoli PlayStation 5 i nie uświadczyliśmy większych problemów technicznych, z którymi borykała się na premierę wersja na PC. Obecnie w największym sklepie na komputery recenzje są "w większości pozytywne", więc można założyć, że zespół deweloperów także na tej platformie Castlevania: Belmont’s Curse skutecznie "załatał".
Wracając do samej gry - i zaczynając od historii, bo, jednak, to następca długiej i uznanej serii, który w zamyśle kontynuuje wątki tytułowej, walczącej z wampirami rodziny. Nie mając doświadczeń z ogrywania poprzedniczek trudno oceniać, jak zareaguje na fabułę osoba, która ma za sobą te przygody. Natomiast, widać, że twórcy nie potraktowali tego elementu zdawkowo, tylko w filmowych, nieźle animowanych przerywnikach, starali się pokazać, że to całe skakanie, bujanie się i wyczynianie innych zręcznościowych tricków służy walce z obrzydliwym przeciwnikiem, który postanowił z ludu Paryża zrobić sobie przekąskę (tak w skrócie to powiedzmy).
Jednak - bądźmy szczerzy: w metroidvaniach najważniejsza jest właśnie ta zręcznościowa zabawa. I tu do Castlevania: Belmont’s Curse trudno się przyczepić. Naturalnie, do "ciężaru" postaci na ekranie należy się przyzwyczaić. Dotyczy to zarówno samych skoków czy innych akrobacji, a także niezwykle ważnego w walce uniku, rzucaniu ofensywnych czarów, których ten około sekundowy czas inkantacji może mieć znaczenie - podobnie, jak możemy nie zdążyć wypić mikstury leczniczej... W miarę postępu, oczywiście dzięki nowym umiejętnościom, odblokowujemy nie tylko nowe lokacje, znajdujemy też poukrywane sekrety - więc, wpisany w ten gatunek backtracking, odwiedzanie po raz kolejny już odkrytych fragmentów mapy, jawi się jako naprawdę przyjemne zajęcie.
Do tego podane w bardzo przyjemnej, komiksowo, bajkowej szacie graficznej. Rozgrywka jest dwywymiarowa, natomiast lokacje żyją w tłach, owe nakładanie się na siebie i przesuwanie niby statycznych plansz daje niezmiennie świetny efekt (bo niejedna gra to wykorzystuje). Do tego, przemierzanie mapy jest zręcznościowo satysfakcjonujące, nasza postać zyskuje, oprócz mocy, czarów czy umiejętności - także nowe, zróżnicowane w działaniu bronie, artefakty z pasywnymi umiejętnościami - no jest co robić w Castlevania: Belmont’s Curse.
Niewielki problem z oceną Castlevania: Belmont’s Curse polega - paradoksalnie - na tym, że gra w naszej ocenie wskakuje do ścisłej czołówki współczesnych gier z gatunku. Ale tam, na samym szczycie, jest spory ścisk produkcji, które wielu uznaje za wybitne - recenzowaliśmy je także w Giermaszu. Więc, po tych wszystkich pozytywnych zdaniach nota 8.5/10 może wydać się "niska" - tak pamiętajcie, że tu wspomniany kontekst ma znaczenie. A każdemu fanowi metroidvanii gorąco Castlevania: Belmont’s Curse polecamy. Może nie uznacie tej gry za najlepsze doświadczenie, ale czasu spędzonego przed ekranem absolutnie żałować nie będziecie, szczególnie, że cena jest ustalona na bardzo sensownym poziomie.