Był to najdłuższy podziemny strajk w powojennej historii polskiego górnictwa. Protestujący domagali się uwolnienia przewodniczącego
zakładowej Solidarności Eugeniusza Szelągowskiego oraz odwołania
stanu wojennego.
zakładowej Solidarności Eugeniusza Szelągowskiego oraz odwołania
stanu wojennego.
Górnicy spędzili pod ziemią dwa tygodnie.
- "To wszystko było kontrolowanym zbiegiem niekontrolowanych wypadków. Wspólnie chcieliśmy walczyć z władzą na terenie, na którym czuliśmy się najlepiej". "To było spontaniczne. Pierwsza zmiana nie wyjechała, kolejne dołączyły do strajku". "Święta i rodziny na górze, ale trzeba było np. żonie powiedzieć, że tym razem Święta Bożego Narodzenia będą beze mnie w domu" - wspominają uczestnicy strajku.
Dwa tygodnie pod ziemią wytrzymało tysiąc osób. Przez dziewięć dni podobny protest prowadzili górnicy z sąsiedniej kopalni "Ziemowit" w Lędzinach. W kulminacyjnym momencie podziemny strajk w obu kopalniach prowadziło ponad dwa tysiące pracowników.
- "To wszystko było kontrolowanym zbiegiem niekontrolowanych wypadków. Wspólnie chcieliśmy walczyć z władzą na terenie, na którym czuliśmy się najlepiej". "To było spontaniczne. Pierwsza zmiana nie wyjechała, kolejne dołączyły do strajku". "Święta i rodziny na górze, ale trzeba było np. żonie powiedzieć, że tym razem Święta Bożego Narodzenia będą beze mnie w domu" - wspominają uczestnicy strajku.
Dwa tygodnie pod ziemią wytrzymało tysiąc osób. Przez dziewięć dni podobny protest prowadzili górnicy z sąsiedniej kopalni "Ziemowit" w Lędzinach. W kulminacyjnym momencie podziemny strajk w obu kopalniach prowadziło ponad dwa tysiące pracowników.

Radio Szczecin