Trzydzieści osób zatrzymano po zamieszkach pod Paryżem. Wszystko zaczęło się od brutalnego pobicia młodego mężczyzny przez policję w trakcie kontroli jego tożsamości.
W Bobigny zamaskowane grupy młodych ludzi niszczyły wiaty na przystankach, zdemolowały dworzec autobusowy i wybijały szyby w oknach bloków mieszkalnych, biur i sklepów, które zostały splądrowane. Napastnicy zaatakowali policję, która użyła gazów łzawiących.
Akcję funkcjonariuszy poparła liderka Frontu Narodowego Marine Le Pen. Natomiast szef skrajnej lewicy, podobnie jak Le Pen startujący w wyborach prezydenckich - Jean-Luc Melenchon, bronił uczestników wcześniej zorganizowanej manifestacji. Solidaryzowali się oni z ciężko pobitym przez policję mężczyzną, wciąż przebywającym w szpitalu. Jean-Luc Melenchon podkreślał, że kilkudziesięciu młodych ludzi zorganizowało pokojowy protest w Bobigny. Natomiast chuliganom chodzi - jego zdaniem - o to, żeby wątek przemocy na przedmieściach znalazł się w kampanii prezydenckiej.
Uczestnicy nie kryli swojej złości wobec policjantów. Jedna z biorących udział w pochodzie krzyczała, że teraz obawia się "wszystkiego najgorszego", bo nie ma już sprawiedliwości. Mówiła, że ona i znane jej kobiety boją swoje dzieci.
Manifestacje i zamieszki miały miejsce także w innych rejonach Francji.
Akcję funkcjonariuszy poparła liderka Frontu Narodowego Marine Le Pen. Natomiast szef skrajnej lewicy, podobnie jak Le Pen startujący w wyborach prezydenckich - Jean-Luc Melenchon, bronił uczestników wcześniej zorganizowanej manifestacji. Solidaryzowali się oni z ciężko pobitym przez policję mężczyzną, wciąż przebywającym w szpitalu. Jean-Luc Melenchon podkreślał, że kilkudziesięciu młodych ludzi zorganizowało pokojowy protest w Bobigny. Natomiast chuliganom chodzi - jego zdaniem - o to, żeby wątek przemocy na przedmieściach znalazł się w kampanii prezydenckiej.
Uczestnicy nie kryli swojej złości wobec policjantów. Jedna z biorących udział w pochodzie krzyczała, że teraz obawia się "wszystkiego najgorszego", bo nie ma już sprawiedliwości. Mówiła, że ona i znane jej kobiety boją swoje dzieci.
Manifestacje i zamieszki miały miejsce także w innych rejonach Francji.

Radio Szczecin