We Francji, na krótko przed wyborami prezydenckimi okazało się, że pół miliona wyborców otrzymało podwójne karty do głosowania. Może to grozić poważnymi konsekwencjami dla przebiegu wyborów. Pierwsza tura 23. kwietnia.
Podwójne karty do głosowania to najczęściej wina administracji i biurokracji. Dotyczy to osób, które na przykład wyprowadziły się z domu rodzinnego, by zacząć w innym miejscu samodzielne życie. Po zapisaniu się w miejscu nowego zamieszkania w komisji wyborczej, otrzymały zgodnie z prawem kartę uprawniającą do głosowania. Ku swemu zdumieniu stwierdziły, że druga karta czeka na nich w skrzynce pocztowej domu ich rodziców, z którymi dotychczas mieszkali.
Francuskie prawo zabrania dwukrotnego oddawania głosów w tych samych wyborach. Grozi za to kara od pół roku do dwóch lat więzienia i do 150 tysięcy euro grzywny.
Istnieją obawy, że pół miliona podwójnych kart może doprowadzić do oszustw wyborczych lub wpłynąć na wyniki wyborów szczególnie w przypadku, gdy różnice między kandydatami są minimalne. A z taką sytuacją mamy do czynienia właśnie w tej chwili, gdy między prowadzącym w sondażach socjaldemokratą Emmanuelem Macronem a czwartym na liście Francois Fillonem jest kilka procent różnicy. W ostateczności Rada Konstytucyjna może anulować wybory.
Francuskie prawo zabrania dwukrotnego oddawania głosów w tych samych wyborach. Grozi za to kara od pół roku do dwóch lat więzienia i do 150 tysięcy euro grzywny.
Istnieją obawy, że pół miliona podwójnych kart może doprowadzić do oszustw wyborczych lub wpłynąć na wyniki wyborów szczególnie w przypadku, gdy różnice między kandydatami są minimalne. A z taką sytuacją mamy do czynienia właśnie w tej chwili, gdy między prowadzącym w sondażach socjaldemokratą Emmanuelem Macronem a czwartym na liście Francois Fillonem jest kilka procent różnicy. W ostateczności Rada Konstytucyjna może anulować wybory.

Radio Szczecin