Kontrole w dwóch portach Irlandii Północnej - Belfaście i Larne - zostały zawieszone, gdy wobec pracowników pojawiły się groźby. To efekt zmian związanych z brexitem.
Już dwa tygodnie temu uwagę ochrony zwrócili ludzie notujący numery rejestracyjne samochodów należących do pracowników portu. Potem w okolicy pojawiły się graffiti z groźbami. W tym zakątku świata, przez dekady podzielonym krwawym konfliktem domowym, podobnych sygnałów nie można zignorować.
Policja wzmocniła patrole, a urzędnicy celni usłyszeli od szefów, że mają zostać w domach. "Niezależnie od wielkich różnic w naszej ocenie protokołu irlandzkiego, regionalny rząd jednoczy się w potępieniu gróźb" - napisali we wspólnym oświadczeniu politycy unionistycznej partii DUP i Sinn Fein, dążącej do tego, by Brytyjczycy opuścili rejon. Krytyka agresji słownej napłynęła też z Unii Europejskiej.
Są obawy, że wszystko to zakłóci dostawy jedzenia, bo nie ma kto ich kontrolować. Wczoraj tymczasowo ciężarówki przepuszczano bez inspekcji.
Irlandia Północna długo była największym problemem związanym z brexitem. Po rozstaniu Unii i Londynu gdzieś trzeba umieścić granicę celną. Pojawiła się znowu potrzeba przeprowadzania kontroli, bo po obu stronach z czasem mogą obowiązywać inne reguły.
Pierwsza opcja to przecięcie granicą zielonej wyspy. Pamięć o trwającej wiele dekad przemocy, głęboka integracja gospodarcza Republiki i Ulsteru oraz postanowienia porozumienia wielkopiątkowego sprawiły, że tę opcję IE i Londyn szybko odrzuciły. Forma granicy przecięła więc Zjednoczone Królestwo. Doprowadziło to jednak do paradoksalnej sytuacji, w której w ramach jednego kraju, Zjednoczonego Królestwa, obowiązują dwa systemy regulacji. Irlandia Północna pozostała częścią jednolitego rynku dla towarów. Towary docierające tam z Anglii, Walii i Szkocji podlegają kontroli.
Zwolennicy przynależności Irlandii Północnej do korony obawiają się, że to pierwszy krok do zjednoczenia wyspy. A szefowa regionalnego rządu Arlene Foster - mimo probrexitowych poglądów - apeluje by protokół irlandzki zmienić, bo powoduje utrudnienia gospodarcze. To mało realne, bo alternatywy nie ma i trzeba by znów otwierać traktat zawarty z Unią.
Część ekspertów wskazuje, że sytuację zaogniła też niedawna groźba Unii Europejskiej, że zablokuje przepływ szczepionek między republiką a Irlandią Północną. Byłoby to złamanie prawa międzynarodowego. Wspólnota szybko się z tego wycofała.
Policja wzmocniła patrole, a urzędnicy celni usłyszeli od szefów, że mają zostać w domach. "Niezależnie od wielkich różnic w naszej ocenie protokołu irlandzkiego, regionalny rząd jednoczy się w potępieniu gróźb" - napisali we wspólnym oświadczeniu politycy unionistycznej partii DUP i Sinn Fein, dążącej do tego, by Brytyjczycy opuścili rejon. Krytyka agresji słownej napłynęła też z Unii Europejskiej.
Są obawy, że wszystko to zakłóci dostawy jedzenia, bo nie ma kto ich kontrolować. Wczoraj tymczasowo ciężarówki przepuszczano bez inspekcji.
Irlandia Północna długo była największym problemem związanym z brexitem. Po rozstaniu Unii i Londynu gdzieś trzeba umieścić granicę celną. Pojawiła się znowu potrzeba przeprowadzania kontroli, bo po obu stronach z czasem mogą obowiązywać inne reguły.
Pierwsza opcja to przecięcie granicą zielonej wyspy. Pamięć o trwającej wiele dekad przemocy, głęboka integracja gospodarcza Republiki i Ulsteru oraz postanowienia porozumienia wielkopiątkowego sprawiły, że tę opcję IE i Londyn szybko odrzuciły. Forma granicy przecięła więc Zjednoczone Królestwo. Doprowadziło to jednak do paradoksalnej sytuacji, w której w ramach jednego kraju, Zjednoczonego Królestwa, obowiązują dwa systemy regulacji. Irlandia Północna pozostała częścią jednolitego rynku dla towarów. Towary docierające tam z Anglii, Walii i Szkocji podlegają kontroli.
Zwolennicy przynależności Irlandii Północnej do korony obawiają się, że to pierwszy krok do zjednoczenia wyspy. A szefowa regionalnego rządu Arlene Foster - mimo probrexitowych poglądów - apeluje by protokół irlandzki zmienić, bo powoduje utrudnienia gospodarcze. To mało realne, bo alternatywy nie ma i trzeba by znów otwierać traktat zawarty z Unią.
Część ekspertów wskazuje, że sytuację zaogniła też niedawna groźba Unii Europejskiej, że zablokuje przepływ szczepionek między republiką a Irlandią Północną. Byłoby to złamanie prawa międzynarodowego. Wspólnota szybko się z tego wycofała.

Radio Szczecin