Media zza Odry skomentowały we wtorek poniedziałkową wizytę Olafa Scholza w Turcji.
Dziennik "Die Welt" zauważył, że w obliczu działań wojennych Rosji na Ukrainie szef niemieckiego rządu zyskał w Ankarze "nowego, choć wątpliwego sojusznika".
Wicenaczelny dziennika "Die Welt" Robin Alexander przypomniał, że do niedawna przywódca Turcji Recep Tayyip Erdogan uchodził w Niemczech za "złowrogą osobę", otaczaną ostracyzmem. "Jeszcze rok temu sułtan znad Bosforu wywoływał w Berlinie popłoch. Kiedy Putin popada w nadgorliwość, prezydent Erdogan staje się nagle godnym poszanowania demokratą" - dziwi się publicysta.
Robin Alexander wspomina między innymi o "szantażu imigrantami", który miał zamknąć usta politykom w Unii Europejskiej. Jego zdaniem, najbardziej niepokojąca jest jednak zależność Turcji od "energetycznego dyktatu" Moskwy. "Teraz wszystkie te turecko-rosyjskie konszachty odeszły w zapomnienie albo były tylko incydentalnymi wypadkami przy pracy. Właściwie tak jak u nas" - napisał.
W gazecie "Handelsblatt" czytamy, że Berlin nie może sobie już pozwolić na perturbacje z Ankarą, gdyż Turcja jest drugą pod względem liczebności armią NATO oraz spoiwem łączącym Zachód z Bliskim Wschodem. "To zbyt ważny sojusznik, by przywoływać jego urojenia o osmańskiej mocarstwowości" - ironizuje dziennik.
Wicenaczelny dziennika "Die Welt" Robin Alexander przypomniał, że do niedawna przywódca Turcji Recep Tayyip Erdogan uchodził w Niemczech za "złowrogą osobę", otaczaną ostracyzmem. "Jeszcze rok temu sułtan znad Bosforu wywoływał w Berlinie popłoch. Kiedy Putin popada w nadgorliwość, prezydent Erdogan staje się nagle godnym poszanowania demokratą" - dziwi się publicysta.
Robin Alexander wspomina między innymi o "szantażu imigrantami", który miał zamknąć usta politykom w Unii Europejskiej. Jego zdaniem, najbardziej niepokojąca jest jednak zależność Turcji od "energetycznego dyktatu" Moskwy. "Teraz wszystkie te turecko-rosyjskie konszachty odeszły w zapomnienie albo były tylko incydentalnymi wypadkami przy pracy. Właściwie tak jak u nas" - napisał.
W gazecie "Handelsblatt" czytamy, że Berlin nie może sobie już pozwolić na perturbacje z Ankarą, gdyż Turcja jest drugą pod względem liczebności armią NATO oraz spoiwem łączącym Zachód z Bliskim Wschodem. "To zbyt ważny sojusznik, by przywoływać jego urojenia o osmańskiej mocarstwowości" - ironizuje dziennik.

Radio Szczecin