Władze niemieckiej Badenii-Wirtembergii mają wypłacić odszkodowania osobom, które jako dzieci zostały uprowadzone z terenów okupowanych przez hitlerowców, w tym także z Polski. W regionie znane są tylko trzy ocalałe ofiary.
Niemieckie media dziwią się, że dopiero ponad 77 lat po "zatrzaśnięciu trumien" nazistowskich dygnitarzy, ich ofiary mogą liczyć na wypłacenie należytych odszkodowań. "Deportacja dzieci o >aryjskim< wyglądzie z terenów wschodnich wpisywała się w akcję umacniania >rasy panów<" - czytamy na portalu rozgłośni SWR.
Czynny udział w germanizacji dzieci ze wschodnich terenów brały zbrodnicze młodzieżówki Hitlerjugend i Bund Deutscher Mädel. W Kraju Warty zakładano ośrodki, w których miano zadbać o "polityczne uświadomienie" uprowadzonych osób. Młode Niemki przyswajały wpisanym na volkslistę Polakom język Hitlera.
Wiele ofiar do dziś nie potrafi sobie poradzić z doznanymi traumami. Niektóre z nich popełniły samobójstwo lub skorzystały z psychoterapii. "Ja też jestem zrabowanym dzieckiem. Według oficjalnej wersji znaleziono mnie w Łodzi, ale w rzeczywistości zostałem oderwany od rodziny i przekazany do domu dziecka" - powiedział 86-letni Hermann Lüdeking.
Czynny udział w germanizacji dzieci ze wschodnich terenów brały zbrodnicze młodzieżówki Hitlerjugend i Bund Deutscher Mädel. W Kraju Warty zakładano ośrodki, w których miano zadbać o "polityczne uświadomienie" uprowadzonych osób. Młode Niemki przyswajały wpisanym na volkslistę Polakom język Hitlera.
Wiele ofiar do dziś nie potrafi sobie poradzić z doznanymi traumami. Niektóre z nich popełniły samobójstwo lub skorzystały z psychoterapii. "Ja też jestem zrabowanym dzieckiem. Według oficjalnej wersji znaleziono mnie w Łodzi, ale w rzeczywistości zostałem oderwany od rodziny i przekazany do domu dziecka" - powiedział 86-letni Hermann Lüdeking.

Radio Szczecin