Głosowanie izraelskiego parlamentu pozbawiające Sąd Najwyższy pewnych uprawnień jest "niefortunne" - przekazał swoje stanowisko Biały Dom, wzywając do konsensusu w obliczu poważnych protestów, które na wielką skalę wybuchły w Izraelu.
Jeszcze przed głosowaniem Joe Biden ostrzegł rząd Izraela przed kontynuowaniem kontrowersyjnej reformy sądownictwa.
"Biorąc pod uwagę zakres zagrożeń i wyzwań stojących obecnie przed krajem, pośpiech ze strony izraelskich przywódców nie ma sensu - należy skupić się na zjednoczeniu ludzi i znalezieniu konsensusu" - napisał Joe Biden w oświadczeniu.
Głos w tej sprawie na ostatniej konferencji prasowej w Białym Domu zabrała rzecznik Karine Jean-Pierre. - Szkoda, że głosowanie w tej sprawie odbyło się najmniejszą możliwą większością. Rozumiemy, że rozmowy trwają i prawdopodobnie będą kontynuowane w nadchodzących tygodniach i miesiącach, aby wypracować szerszy kompromis. Stany Zjednoczone będą nadal wspierać wysiłki prezydenta Herzoga i innych izraelskich przywódców, dążących do zbudowania szerszego konsensusu poprzez dialog polityczny - mówi rzecznik prasowa Białego Domu.
Joe Biden był niezwykle szczery w kwestii propozycji przeglądu izraelskiego sądownictwa, sugerując, że oznacza to erozję instytucji demokratycznych i może podważyć stosunki amerykańsko-izraelskie.
Tysiące osób wyszły wieczorem na ulice Tel Awiwu, Jerozolimy i innych miast w Izraelu. To reakcja na przegłosowanie przez Kneset pierwszej z ustaw pozwalającej na reformę sądownictwa. Opozycja oraz demonstrujący uważają to za zamach na demokrację. Wieczorem doszło do zamieszek.
Demonstracje trwają w Izraelu od rana, bo tysiące osób zgromadziły się przed Knesetem i próbowały zablokować wejście do budynku, by uniemożliwić głosowanie. Po południu, gdy parlamentarzyści uchwalili pierwszą z ustaw, kolejne tysiące wyszły na ulice. W Jerozolimie i Tel Awiwie doszło do zamieszek. Demonstranci rozpalali ogniska, a policja używała armatek wodnych. Na jednej z autostrad samochód wjechał w tłum i ranił trzy osoby.
Premier Benjamin Netanjahu powtórzył wieczorem, że zmiany są konieczne, ale zapowiedział też, że jest otwarty na rozmowy. - Nie poddajemy się, gdy chodzi o szeroki konsensus w tej sprawie. Zapewniam, że jest on możliwy - mówił. Szef opozycji Jair Lapid uznał, że są to "puste obietnice".

Radio Szczecin