Polscy strażacy rozpoczęli powrót z Grecji do Polski.
Polacy pomagali w gaszeniu pożarów, które od prawie dwóch tygodni pustoszyły środkową część kraju i niektóre greckie wyspy, w tym Kretę i Rodos.
W tej chwili sytuacja pożarowa stabilizuje się. Obniżono także stopień zagrożenia ogniem. Młodszy kapitan Łukasz Nowak powiedział, że zagrożenie spadło mimo utrzymujących się upałów.
W sobotę i w niedzielę sprzęt gaśniczy był wycofywany ze stref zagrożenia. W niedzielne popołudnie i wieczór zwijane były obozowiska, a samochody przygotowywano do transportu do kraju.
Według Łukasza Nowaka, największą trudnością było przystosowanie się do wysokiej temperatury, która dochodziła do 40 stopni Celsjusza. Wskazał, że taka temperatura jest wyjątkowo trudna dla mieszkańców Europy Środkowo-Wschodniej i było dużym wyzwaniem, by móc pracować w takich warunkach.
Strażak podkreślił także, że roślinność śródziemnomorska jest o wiele bardziej kłopotliwa ze względu na szybszy zapłon. Problemy sprawiało także ukształtowanie terenu, a także brak wygrodzeń w lasach.
Trwającą od dwóch tygodni akcję gaśniczą utrudniał również silny wiatr i susza. Z wyspy Rodos zostało ewakuowanych około 20 tysięcy ludzi - miejscowych i turystów. Kilkaset osób ewakuowano z Korfu i innych miejsc, zagrożonych pożarami. Żywioł zabił co najmniej pięć osób i strawił prawie 50 tysięcy hektarów lasów.
W tej chwili sytuacja pożarowa stabilizuje się. Obniżono także stopień zagrożenia ogniem. Młodszy kapitan Łukasz Nowak powiedział, że zagrożenie spadło mimo utrzymujących się upałów.
W sobotę i w niedzielę sprzęt gaśniczy był wycofywany ze stref zagrożenia. W niedzielne popołudnie i wieczór zwijane były obozowiska, a samochody przygotowywano do transportu do kraju.
Według Łukasza Nowaka, największą trudnością było przystosowanie się do wysokiej temperatury, która dochodziła do 40 stopni Celsjusza. Wskazał, że taka temperatura jest wyjątkowo trudna dla mieszkańców Europy Środkowo-Wschodniej i było dużym wyzwaniem, by móc pracować w takich warunkach.
Strażak podkreślił także, że roślinność śródziemnomorska jest o wiele bardziej kłopotliwa ze względu na szybszy zapłon. Problemy sprawiało także ukształtowanie terenu, a także brak wygrodzeń w lasach.
Trwającą od dwóch tygodni akcję gaśniczą utrudniał również silny wiatr i susza. Z wyspy Rodos zostało ewakuowanych około 20 tysięcy ludzi - miejscowych i turystów. Kilkaset osób ewakuowano z Korfu i innych miejsc, zagrożonych pożarami. Żywioł zabił co najmniej pięć osób i strawił prawie 50 tysięcy hektarów lasów.

Radio Szczecin