Z powodu zbyt wysokiego stężenia metanu przed południem wycofano zastępy ratowników z zagrożonego rejonu na kopalni Krupiński, gdzie w czwartek doszło do wybuchu metanu. Obecnie podejmowane są próby wentylowania chodnika w którym doszło do wybuchu.
Jak tłumaczy prezes Wyższego Urzędu Górniczego Piotr Litwa - ekipy zostały wycofane po to, żeby zabezpieczyć ratowników przed ewentualnymi skutkami wybuchu metanu. Prezes zapewnia, że w tej chwili będą podejmowane inne działania, mające na celu doprowadzenie atmosfery kopalnianej do takiego stanu, żeby ratownicy mogli ponownie wejść do wyrobiska.
Do tej pory ratownikom udało się przeszukać przeszło 100 metrów chodnika. Niestety jego większa cześć nadal nie została spenetrowana - dodaje Litwa. "Zostało około 550 do 600 metrów. Oczywiście im bliżej ściany, gdzie mamy do czynienia z ogniskiem pożaru tym warunki są gorsze i w związku z tym czas trwania akcji się wydłuża" - mówi.
Wskutek zapalenia się metanu w kopalni Krupiński prócz jednego ratownika, zginął także 27-letni górnik a 11 trafiło do śląskich szpitali. Pod ziemią pozostaje nadal jeden ratownik, którego nie udało się odszukać.
Do tej pory ratownikom udało się przeszukać przeszło 100 metrów chodnika. Niestety jego większa cześć nadal nie została spenetrowana - dodaje Litwa. "Zostało około 550 do 600 metrów. Oczywiście im bliżej ściany, gdzie mamy do czynienia z ogniskiem pożaru tym warunki są gorsze i w związku z tym czas trwania akcji się wydłuża" - mówi.
Wskutek zapalenia się metanu w kopalni Krupiński prócz jednego ratownika, zginął także 27-letni górnik a 11 trafiło do śląskich szpitali. Pod ziemią pozostaje nadal jeden ratownik, którego nie udało się odszukać.

Radio Szczecin