Anders Breivik, norweski zamachowiec, który zabił w Oslo i na wyspie Utoya 77 osób, lont do odpalania ładunków wybuchowych kupił legalnie w podpoznańskiej firmie - czytamy w "Gazecie Wyborczej". Wcześniej było już wiadomo, że kupił w naszym kraju chemikalia, które mogły posłużyć do detonacji lub testowania ładunków.
Gazeta dotarła do osoby, która sprzedała Breivikowi lont - to 26-letni Tomek, który studiował chemię, a rok temu założył firmę sprzedającą przez internet związki chemiczne i akcesoria do materiałów pirotechnicznych. Ma kilkuset kontrahentów z kraju i zagranicy, ofertę ma więc też po angielsku. W listopadzie ubiegłego roku Tomasz dostał od Breivika e-mail. "Pytał, czy może kupić 15 m. lontu i jaka będzie cena. Odpisuję, że złotówka za metr, czyli 15 zł i ok. 30 zł za przesyłkę do Norwegii" - opowiada Tomasz "Gazecie Wyborczej".
Breivik podpisał się prawdziwym nazwiskiem. Przesłał Tomaszowi pieniądze z konta bankowego, a ten wysłał pocztą lont. Po zamachach w Norwegii w domu polskiego sprzedawcy zjawiła się Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, przesłuchała go i zabrała do analizy komputer.
"Nie mam sobie nic do zarzucenia. Sprzedaję towar miłośnikom pirotechniki, skąd mam wiedzieć, czy wśród nich będzie psychopata?" - mówi Tomasz.
Breivik podpisał się prawdziwym nazwiskiem. Przesłał Tomaszowi pieniądze z konta bankowego, a ten wysłał pocztą lont. Po zamachach w Norwegii w domu polskiego sprzedawcy zjawiła się Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, przesłuchała go i zabrała do analizy komputer.
"Nie mam sobie nic do zarzucenia. Sprzedaję towar miłośnikom pirotechniki, skąd mam wiedzieć, czy wśród nich będzie psychopata?" - mówi Tomasz.

Radio Szczecin