Łotewski kierowca, który doprowadził do tragicznego wypadku w okolicach Pajewa w woj. podlaskim chce łagodniejszej kary. Wcześniej sąd w Białymstoku skazał go na 11 lat więzienia i na zawsze odebrał mu prawo jazdy. W wypadku zginęła 3-osobowa rodzina, a Łotysz prowadzący tira był pijany. Dziś zapadnie wyrok apelacyjny w tej sprawie.
Rok temu na krajowej "ósemce" łotewska ciężarówka uderzyła w tył oczekującego na skręt w lewo samochodu osobowego. Auto zjechało na przeciwległy pas ruchu wprost pod innego tira. Niespełna 40-letnie małżeństwo z 17-letnim synem zginęli na miejscu.
Łotewski kierowca przyznał się do winy, ale zdaniem jego obrońcy - wcale nie. Oznacza to, że tylko on jest odpowiedzialny za to, co się stało. Mecenas Paweł Chojnowski uważa, że trzeba dokładnie zbadać okoliczności wypadku, bo niewykluczone, że zawiniły też inne osoby, w tym sami pokrzywdzeni.
Biegli stwierdzili, że mieli oni zapięte pasy bezpieczeństwa, ale zdaniem obrony -
dowody temu przeczą. Prokuratura uważa z kolei, że obrona próbuje zrzucić odpowiedzialność za ten tragiczny wypadek na innych.
Łotewski kierowca przyznał się do winy, ale zdaniem jego obrońcy - wcale nie. Oznacza to, że tylko on jest odpowiedzialny za to, co się stało. Mecenas Paweł Chojnowski uważa, że trzeba dokładnie zbadać okoliczności wypadku, bo niewykluczone, że zawiniły też inne osoby, w tym sami pokrzywdzeni.
Biegli stwierdzili, że mieli oni zapięte pasy bezpieczeństwa, ale zdaniem obrony -
dowody temu przeczą. Prokuratura uważa z kolei, że obrona próbuje zrzucić odpowiedzialność za ten tragiczny wypadek na innych.

Radio Szczecin