Co najmniej trzy osoby zginęły, a 176 zostało rannych w wyniku zamachu bombowego, do którego doszło w poniedziałek w Bostonie. Na mecie maratonu, w którym startowało 27 tys. biegaczy, w tym 30 Polaków, eksplodowały dwa ładunki wybuchowe.
Do pierwszego wybuchu doszło około godz. 20.50 czasu polskiego. Do następnego kilka minut później. Pierwsze doniesienia mówiły o sześciu rannych osobach. Jednak w miarę upływu czasu amerykańskie media podały, że nie żyją dwie osoby, a do szpitali trafiło już 28 poszkodowanych.
Z nieoficjalnych informacji wynika, że służby znalazły dwa niezdetonowane ładunki. Amerykańskie media nie mają wątpliwości, że to był zamach terrorystyczny, pierwszy w Stanach Zjednoczonych po tych z 11 września 2001 roku. Politycy nie używają jeszcze takiego stwierdzenia, ale dają do zrozumienia, że tak rzeczywiście było. Czekają na pierwsze wyniki śledztwa, które teraz prowadzi FBI.
Kilkanaście minut po eksplozji prezydent USA Barack Obama wydał oświadczenie. - Wciąż nie wiemy, kto to zrobił i dlaczego. Znajdziemy jednak winnego lub winnych. Poniosą oni odpowiedzialność - mówił prezydent.
W tej chwili, ze względów bezpieczeństwa, w Bostonie nie kursuje jedna z linii metra, która przebiega w miejscu, gdzie doszło do eksplozji.

Radio Szczecin