Żar leje się z nieba, a pracować trzeba. Pół biedy kiedy mamy klimatyzację, ale co mają zrobić budowlańcy, pracownicy gastronomii czy kwiaciarze? Sprawdziliśmy, jak radzą sobie w pracy w upały.
Robotnicy remontujący ul. Wielkopolską i Monte Cassino czują się jak na pustyni.
- Jest ciężko. W słońcu jest chyba ze 40 stopni. Tragedia - mówi jeden z pracowników. - Mamy wodę, co pół godziny pięciominutowa przerwa. Człowiek nie jest maszyną, w taką pogodę nie funkcjonuje tak jak powinien.
Z kolei kwiaciarki z placu Szarych Szeregów mówią, że kwiaty... mają lepiej niż one. - Bo kwiaty mają bez przerwy świeżą wodę - dodają. - Pieczemy się na tym słońcu, ale jak chce się mieć za co kupić chleb, to nie ma innego wyjścia.
Pracownicy baru przy Krzywoustego liczyli na to, że w taki upał klienci będą odpoczywać nad wodą. Nic z tego. - Ruch jest taki sam - mówi jedna z pracowniczek. - Spożywamy więcej napoi. Jest ciężko, ale dajemy radę. Mamy wiatraki, są jakieś nawiewy.
Niektórzy nie mają powodów do narzekania. - W biurze nie mamy niestety klimatyzacji, na szczęście nasz wspaniały szef zlitował się nad nami i pozwolił nam pójść do domu o 14, czyli dwie godziny wcześniej. Teraz nie pozostaje nic innego, jak wskoczyć pod zimny prysznic - przyznaje jedna ze szczecinianek.
Żadne przepisy nie regulują górnej granicy temperatury, przy której można np. wyjść z biura.
- Jest ciężko. W słońcu jest chyba ze 40 stopni. Tragedia - mówi jeden z pracowników. - Mamy wodę, co pół godziny pięciominutowa przerwa. Człowiek nie jest maszyną, w taką pogodę nie funkcjonuje tak jak powinien.
Z kolei kwiaciarki z placu Szarych Szeregów mówią, że kwiaty... mają lepiej niż one. - Bo kwiaty mają bez przerwy świeżą wodę - dodają. - Pieczemy się na tym słońcu, ale jak chce się mieć za co kupić chleb, to nie ma innego wyjścia.
Pracownicy baru przy Krzywoustego liczyli na to, że w taki upał klienci będą odpoczywać nad wodą. Nic z tego. - Ruch jest taki sam - mówi jedna z pracowniczek. - Spożywamy więcej napoi. Jest ciężko, ale dajemy radę. Mamy wiatraki, są jakieś nawiewy.
Niektórzy nie mają powodów do narzekania. - W biurze nie mamy niestety klimatyzacji, na szczęście nasz wspaniały szef zlitował się nad nami i pozwolił nam pójść do domu o 14, czyli dwie godziny wcześniej. Teraz nie pozostaje nic innego, jak wskoczyć pod zimny prysznic - przyznaje jedna ze szczecinianek.
Żadne przepisy nie regulują górnej granicy temperatury, przy której można np. wyjść z biura.

Radio Szczecin