8,12 proc. wyniosła frekwencja w okręgu szczecińskim - mówi Waldemar Gorzycki z Państwowej Komisji Wyborczej w Szczecinie.
- Frekwencja była nieco wyższa niż ogólnopolska - dodaje Gorzycki. - Głosowanie przebiegło sprawnie. Nie odnotowaliśmy żadnych incydentów. Wszystko wskazuje, że referendum będzie nieważne wobec takiej niskiej frekwencji.
Aby referendum było wiążące, musiałoby w nim wziąć udział co najmniej 50 procent uprawnionych.
Na pytanie "Czy jest Pan/Pani za wprowadzeniem jednomandatowych okręgów wyborczych w wyborach do Sejmu?" tak w naszym okręgu odpowiedziało 79,15 proc.
Na pytanie "Czy jest Pan/Pani za utrzymaniem dotychczasowego systemu finansowania partii politycznych z budżetu państwa?" odpowiedzi na "nie" było 83,55 proc.
Na trzecie pytanie "Czy jesteś za wprowadzeniem zasady ogólnej rozstrzygania wątpliwości, co do wykładni przepisów prawa podatkowego na korzyść podatnika?" było 95,45 proc. odpowiedzi na "tak".
- Niska frekwencja może zdecydowanie wpłynąć na wyniki wyborów parlamentarnych w październiku - ocenia dr hab. Maciej Drzonek z Uniwersytetu Szczecińskiego.
Zdaniem politologa, wynik referendum może zaszkodzić zwłaszcza Pawłowi Kukizowi.
- Muzyk zbyt dużo uwagi poświęcił układaniu list wyborczych do parlamentu, zapominając o kampanii w sprawie JOW-ów. To może spowodować jego słaby wynik w wyborach w październiku - ocenia dr hab. Maciej Drzonek. - To referendum mogło dodać mu wiatru w żagle, ale żeby mieć wiatr w żagle trzeba się dobrze ustawić do tego wiatru, a Paweł Kukiz nie zrobił tego.
- Niska frekwencja może przynieść także porażkę Platformy Obywatelskiej w jesiennych wyborach - prognozuje dr hab. Drzonek. - Jeśli frekwencja wyniesie poniżej 10 procent, to będzie to dramatyczny wynik. To zostanie wykorzystane przez opozycję w kampanii wyborczej, bo przecież inicjatorem referendum był prezydent Komorowski.
Według dr. Macieja Drzonka, elektorat Prawa i Sprawiedliwości mógł nie zagłosować w referendum. Niska frekwencja wyborcza może przynieść PiS-owi wyższe notowania.
Frekwencja w całej Polsce wyniosła 7,5 proc. To dane z 33 spośród 51 okręgów wyborczych.
Aby referendum było wiążące, musiałoby w nim wziąć udział co najmniej 50 procent uprawnionych.
Na pytanie "Czy jest Pan/Pani za wprowadzeniem jednomandatowych okręgów wyborczych w wyborach do Sejmu?" tak w naszym okręgu odpowiedziało 79,15 proc.
Na pytanie "Czy jest Pan/Pani za utrzymaniem dotychczasowego systemu finansowania partii politycznych z budżetu państwa?" odpowiedzi na "nie" było 83,55 proc.
Na trzecie pytanie "Czy jesteś za wprowadzeniem zasady ogólnej rozstrzygania wątpliwości, co do wykładni przepisów prawa podatkowego na korzyść podatnika?" było 95,45 proc. odpowiedzi na "tak".
- Niska frekwencja może zdecydowanie wpłynąć na wyniki wyborów parlamentarnych w październiku - ocenia dr hab. Maciej Drzonek z Uniwersytetu Szczecińskiego.
Zdaniem politologa, wynik referendum może zaszkodzić zwłaszcza Pawłowi Kukizowi.
- Muzyk zbyt dużo uwagi poświęcił układaniu list wyborczych do parlamentu, zapominając o kampanii w sprawie JOW-ów. To może spowodować jego słaby wynik w wyborach w październiku - ocenia dr hab. Maciej Drzonek. - To referendum mogło dodać mu wiatru w żagle, ale żeby mieć wiatr w żagle trzeba się dobrze ustawić do tego wiatru, a Paweł Kukiz nie zrobił tego.
- Niska frekwencja może przynieść także porażkę Platformy Obywatelskiej w jesiennych wyborach - prognozuje dr hab. Drzonek. - Jeśli frekwencja wyniesie poniżej 10 procent, to będzie to dramatyczny wynik. To zostanie wykorzystane przez opozycję w kampanii wyborczej, bo przecież inicjatorem referendum był prezydent Komorowski.
Według dr. Macieja Drzonka, elektorat Prawa i Sprawiedliwości mógł nie zagłosować w referendum. Niska frekwencja wyborcza może przynieść PiS-owi wyższe notowania.
Frekwencja w całej Polsce wyniosła 7,5 proc. To dane z 33 spośród 51 okręgów wyborczych.

Radio Szczecin