Kradzież kożucha, litra wódki, 10 kilogramów słoniny i cukru - o to toczył się pierwszy proces karny w powojennym Szczecinie. Rozpoczął się ostatniego dnia sierpnia 1945 roku, w ówczesnym sądzie grodzkim. W środę sędziowie świętują 70-lecie szczecińskiego sądownictwa.
Według starych dokumentów, pierwszym oskarżonym sądzonym w powojennym Szczecinie był pracownik służby zdrowia. - Przywłaszczył sobie jedzenie, alkohol, kożuch, damski płaszcz i maszynę do szycia - opowiada Artur Kaźmierczak z archiwum Sądu Okręgowego w Szczecinie.
- Może nas dzisiaj śmieszyć przedmiot kradzieży, ale to były trudne czasy. Brakowało wszystkiego, przede wszystkim prowiantu, a alkohol to była twarda waluta. Można go było wymienić na jakieś inne dobra.
Milicja oskarżyła mężczyznę na podstawie zeznań świadków. Ci jednak nie stawili się przed sądem. - To były niespokojne czasy i można było stracić życie zeznając przeciwko pospolitemu rabusiowi. Nie wiadomo jednak kto za nim stał. Sędzia Andrzej Gołaszewski wydał w tym przypadku wyrok na podstawie znalezionej przy oskarżonym słoninie - mówi Kaźmierczak.
Karą był miesiąc aresztu w zawieszeniu i zwrot kosztów procesu.
Pierwsi sędziowie z powojennego Szczecina spisywali zeznania na odwrocie niemieckich dokumentów, a zamiast pensji dostawali jedzenie. Jak opowiada Artur Kaźmierczak, w tamtych czasach w sądzie brakowało nawet papieru. Pracownicy pozyskiwali go z poniemieckich dokumentów.
- Wykorzystywano lewe strony drukowanych lub wypełnionych dokumentów, także kart pocztowych. Księgi ewidencyjne, w których wpisywało się sprawy, były robione własnoręcznie przez pracowników administracyjnych sądu - podkreśla Kaźmierczak.
W środę, z okazji 70-lecia szczecińskiego sądownictwa, Sąd Okręgowy przy ul. Kaszubskiej uroczyście otwiera nowe biuro obsługi interesantów. W korytarzach sądu jest wystawa, można oglądać archiwalne dokumenty m.in. akta słynnej sprawy rzeźnika z Niebuszewa, zabójcy skazanego w latach 50. na śmierć.
- Może nas dzisiaj śmieszyć przedmiot kradzieży, ale to były trudne czasy. Brakowało wszystkiego, przede wszystkim prowiantu, a alkohol to była twarda waluta. Można go było wymienić na jakieś inne dobra.
Milicja oskarżyła mężczyznę na podstawie zeznań świadków. Ci jednak nie stawili się przed sądem. - To były niespokojne czasy i można było stracić życie zeznając przeciwko pospolitemu rabusiowi. Nie wiadomo jednak kto za nim stał. Sędzia Andrzej Gołaszewski wydał w tym przypadku wyrok na podstawie znalezionej przy oskarżonym słoninie - mówi Kaźmierczak.
Karą był miesiąc aresztu w zawieszeniu i zwrot kosztów procesu.
Pierwsi sędziowie z powojennego Szczecina spisywali zeznania na odwrocie niemieckich dokumentów, a zamiast pensji dostawali jedzenie. Jak opowiada Artur Kaźmierczak, w tamtych czasach w sądzie brakowało nawet papieru. Pracownicy pozyskiwali go z poniemieckich dokumentów.
- Wykorzystywano lewe strony drukowanych lub wypełnionych dokumentów, także kart pocztowych. Księgi ewidencyjne, w których wpisywało się sprawy, były robione własnoręcznie przez pracowników administracyjnych sądu - podkreśla Kaźmierczak.
W środę, z okazji 70-lecia szczecińskiego sądownictwa, Sąd Okręgowy przy ul. Kaszubskiej uroczyście otwiera nowe biuro obsługi interesantów. W korytarzach sądu jest wystawa, można oglądać archiwalne dokumenty m.in. akta słynnej sprawy rzeźnika z Niebuszewa, zabójcy skazanego w latach 50. na śmierć.
- Przywłaszczył sobie jedzenie, alkohol, kożuch, damski płaszcz i maszynę do szycia - opowiada Artur Kaźmierczak z archiwum Sądu Okręgowego w Szczecinie.
- To były niespokojne czasy i można było stracić życie zeznając przeciwko pospolitemu rabusiowi. Nie wiadomo jednak kto za nim stał. Sędzia Andrzej Gołaszewski wydał w tym przypadku wyrok na podstawie znalezionej przy oskarżonym słoninie - mówi Kaźmiercza

Radio Szczecin