Zamiast 200 dzieci, zaledwie 10 przyszło w czwartek do przedszkola "Pentliczek" w Szczecinie. Część rodziców zdecydowała się nie posłać dzieci do placówki, mimo, że jest czynne normalnie.
Rodzice, którzy zdecydowali się przyprowadzić maluchy do przedszkola są dobrej myśli. - Nie ma wybuchu paniki. Rodzice się zdenerwowali, bo śmierć dziecka to nie jest normalna rzecz - mówiła jedna z matek.
Pracownicy od rana czyszczą sprzęt, zabawki, piorą dywany i firany. Chcą, by w przedszkolu było bezpiecznie.
- Zakupiliśmy środki specjalne wysokiej klasy, by były również przyjazne dla dzieci. To dla nas ogromna tragedia. Przeżywamy to bardzo, bo przecież chodziło do naszego przedszkola - przyznaje Cecylia Ostrowska, dyrektor "Pentliczka".
Trzyletni Marcin zmarł w karetce. Był transportowany do jednego ze szczecińskich szpitali. Przyczyną śmierci prawdopodobnie była sepsa wywołana bakterią - posocznicą meningokokową. Bakteria jest groźna, jeśli dziecko ma niską odporność. Może powodować sepsę, albo doprowadzić nawet do śmierci. W szpitalu jest siostra chłopca - na obserwacji.
Sanepid - poza dezynfekcją przedszkola - zalecił, by rodzice przebadali pozostałe dzieci z placówki, a także skierował pracowników na kontrolne badania.
Okoliczności śmierci Marcina wyjaśnia szczecińska prokuratura.

Radio Szczecin
