Nie przyjechała karetka - dźgnięty w nocy w Szczecinie mężczyzna musiał sam iść do szpitala - żali się jego rodzina. Pogotowie odpiera zarzuty.
Mowa o zdarzeniu do którego doszło w nocy, w okolicy ulic Santockiej i Witkiewicza. 31-latek po meczu poszedł na piwo, w niewyjaśnionych okolicznościach został dźgnięty nożem. Z ranami kłutymi pleców i klatki piersiowej przebywa w szpitalu.
Jak relacjonuje siostra mężczyzny - do zdarzenia doszło w okolicy ulic Witkiewicza i Santockiej. Brat dzwonił po pogotowie.
- Po meczu razem ze znajomymi świętowali. Został zaczepiony przez człowieka, a finał był taki, że został od tyłu dźgnięty nożem. Ma przebite płuco, wdała się odma. Dostał prawdopodobnie trzy ciosy. Zadzwonił na pogotowie, odmówiono mu. O własnych siłach doszedł jakoś do szpitala na ulicy Jagiellońskiej. Tutaj lekarz powiedział, że 15 minut i nastąpił by zgon - mówi siostra rannego mężczyzny.
Rzeczniczka zachodniopomorskiego pogotowia Elżbieta Sochanowska tłumaczy, że mężczyzna nie powiedział, że został dźgnięty nożem.
- Dyspozytor pytał jeszcze na ile dobrze się czuje i czy mógłby sam podejść na izbę przyjęć szpitala przy ulicy Jagiellońskiej. Mężczyzna powiedział, że może się samodzielnie udać. Pacjent powiedział, że ma rozciętą rękę. O żadnej innej części ciała nie było mowy - tłumaczy Sochanowska.
Jak powiedziała Irena Kornicz z Komendy Wojewódzkiej Policji, około północy szpital powiadomił o dźgniętym pacjencie. Policjanci wyjaśniają okoliczności zdarzenia. Ustalili mężczyznę, który może mieć związek ze sprawą. Na razie jednak nie ujawniają czy to napastnik. Prawdopodobnie jednak poszkodowany znał go z widzenia.
Nie wiadomo dlaczego mężczyzna został dźgnięty nożem - czy doszło do sprzeczki czy to atak na tle rabunkowym.
Jak relacjonuje siostra mężczyzny - do zdarzenia doszło w okolicy ulic Witkiewicza i Santockiej. Brat dzwonił po pogotowie.
- Po meczu razem ze znajomymi świętowali. Został zaczepiony przez człowieka, a finał był taki, że został od tyłu dźgnięty nożem. Ma przebite płuco, wdała się odma. Dostał prawdopodobnie trzy ciosy. Zadzwonił na pogotowie, odmówiono mu. O własnych siłach doszedł jakoś do szpitala na ulicy Jagiellońskiej. Tutaj lekarz powiedział, że 15 minut i nastąpił by zgon - mówi siostra rannego mężczyzny.
Rzeczniczka zachodniopomorskiego pogotowia Elżbieta Sochanowska tłumaczy, że mężczyzna nie powiedział, że został dźgnięty nożem.
- Dyspozytor pytał jeszcze na ile dobrze się czuje i czy mógłby sam podejść na izbę przyjęć szpitala przy ulicy Jagiellońskiej. Mężczyzna powiedział, że może się samodzielnie udać. Pacjent powiedział, że ma rozciętą rękę. O żadnej innej części ciała nie było mowy - tłumaczy Sochanowska.
Jak powiedziała Irena Kornicz z Komendy Wojewódzkiej Policji, około północy szpital powiadomił o dźgniętym pacjencie. Policjanci wyjaśniają okoliczności zdarzenia. Ustalili mężczyznę, który może mieć związek ze sprawą. Na razie jednak nie ujawniają czy to napastnik. Prawdopodobnie jednak poszkodowany znał go z widzenia.
Nie wiadomo dlaczego mężczyzna został dźgnięty nożem - czy doszło do sprzeczki czy to atak na tle rabunkowym.

Radio Szczecin
