Kary trzech lat bezwzględnego więzienia zażądał prokurator dla byłego szefa Prokuratury Rejonowej w Pyrzycach Mirosława S.
Według Prokuratury Okręgowej w Koszalinie, Mirosław S. przyjął blisko 23 tysiące złotych, a także złotą biżuterię w zamian za ujawnienie tajnych informacji ze śledztwa toczącego się w prokuraturze, którą kierował. Ponadto miał zażądać 20 tysięcy złotych za doprowadzenie do uwolnienia z aresztu podejrzanego o rozbój. Zdarzenia miały mieć miejsce w 2010 roku.
W czwartek sąd zakończył trwający dwa lata przewód sądowy. Prokurator zażądał dla Mirosława S. trzech lat pozbawienia wolności. - W moim przekonaniu w sytuacji, kiedy mamy do czynienia z zarzutem dotyczącym przyjmowania korzyści majątkowej przez funkcjonariusza publicznego, szczególnie prokuratora, kara trzech lat pozbawienia wolności o charakterze bezwzględnym jest adekwatna i wydaje mi się, że jest karą sprawiedliwą - mówił przedstawiciel Prokuratury Okręgowej w Koszalinie, Wojciech Zawiślak.
Prokurator Mirosław S. nie przyznaje się do winy. Twierdzi, że zeznania jego byłej partnerki, które go obciążają, są niewiarygodne, a nagrana rozmowa, podczas której domaga się od partnerki korzyści majątkowej w zamian za wyciągnięcie jej syna z aresztu, została sfingowana.
- Nie wziąłem jakiejkolwiek łapówki ani nie żądałem wręczenia jakichkolwiek pieniędzy. Tak jak już wcześniej powiedziałem, nie dopuściłem się tego czynu. Zostałem ukarany, ponieważ straciłem pracę, dobre imię i zdrowie - mówił Mirosław S.
Wyrok w tej sprawie sędzia wygłosi za dwa tygodnie.
W czwartek sąd zakończył trwający dwa lata przewód sądowy. Prokurator zażądał dla Mirosława S. trzech lat pozbawienia wolności. - W moim przekonaniu w sytuacji, kiedy mamy do czynienia z zarzutem dotyczącym przyjmowania korzyści majątkowej przez funkcjonariusza publicznego, szczególnie prokuratora, kara trzech lat pozbawienia wolności o charakterze bezwzględnym jest adekwatna i wydaje mi się, że jest karą sprawiedliwą - mówił przedstawiciel Prokuratury Okręgowej w Koszalinie, Wojciech Zawiślak.
Prokurator Mirosław S. nie przyznaje się do winy. Twierdzi, że zeznania jego byłej partnerki, które go obciążają, są niewiarygodne, a nagrana rozmowa, podczas której domaga się od partnerki korzyści majątkowej w zamian za wyciągnięcie jej syna z aresztu, została sfingowana.
- Nie wziąłem jakiejkolwiek łapówki ani nie żądałem wręczenia jakichkolwiek pieniędzy. Tak jak już wcześniej powiedziałem, nie dopuściłem się tego czynu. Zostałem ukarany, ponieważ straciłem pracę, dobre imię i zdrowie - mówił Mirosław S.
Wyrok w tej sprawie sędzia wygłosi za dwa tygodnie.

Radio Szczecin