W branży morskiej coraz trudniej, ciężko znaleźć zajęcie na statku. A to oznacza często ucieczkę w alkohol, narkotyki lub agresję i konflikty z najbliższymi. W Szczecinie do Centrum Psychiatrycznego przychodzi nawet czterech marynarzy miesięcznie. Anna Łukaszek rozmawiała z rodziną marynarzy, którzy - choć nie zawsze jest łatwo - radzą sobie z tym problemem.
Tomasz pływa od ponad 10 lat. Natalia mówi, że czasem trzeba długo trzeba czekać na znalezienie pracy.
- Na razie jest na lądzie, jest już dość długo, nie wiemy kiedy wyruszy, szuka właśnie jakiejś oferty pracy, po prostu czekamy na coś - informuje pani Natalia.
Normalnie miesiące na morzu, ale gdy przedłuża się pobyt w domu o zgrzyty i kłótnie nietrudno...
- Z błahostki można doprowadzić do niepotrzebnych emocji - zauważa pan Tomasz. - Trzeba wszystko pogodzić, kiedy zaczynają się problemy, wtedy trzeba stawić czoła - radzi pani Natalia.
Natalia i Tomasz radzą sobie z tym, ale nie każdy ma tyle szczęścia, by dźwignąć okres bez pracy.
- Oni się czują wyobcowani w życiu na lądzie i zaczynają reagować ucieczką w alkohol, w narkotyki. To problem dla całej rodziny: i dla żon i dla dzieci. Pojawiają się zachowania agresywne, o kłótnię nietrudno, o rozejście się małżonków nietrudno - podkreśla psychiatra, dr Ewa Kramarz z Centrum Psychiatrycznego.
Zdaniem psychiatry jedynym rozsądnym rozwiązaniem jest przekwalifikowanie zawodowe i dokształcanie.
- Na razie jest na lądzie, jest już dość długo, nie wiemy kiedy wyruszy, szuka właśnie jakiejś oferty pracy, po prostu czekamy na coś - informuje pani Natalia.
Normalnie miesiące na morzu, ale gdy przedłuża się pobyt w domu o zgrzyty i kłótnie nietrudno...
- Z błahostki można doprowadzić do niepotrzebnych emocji - zauważa pan Tomasz. - Trzeba wszystko pogodzić, kiedy zaczynają się problemy, wtedy trzeba stawić czoła - radzi pani Natalia.
Natalia i Tomasz radzą sobie z tym, ale nie każdy ma tyle szczęścia, by dźwignąć okres bez pracy.
- Oni się czują wyobcowani w życiu na lądzie i zaczynają reagować ucieczką w alkohol, w narkotyki. To problem dla całej rodziny: i dla żon i dla dzieci. Pojawiają się zachowania agresywne, o kłótnię nietrudno, o rozejście się małżonków nietrudno - podkreśla psychiatra, dr Ewa Kramarz z Centrum Psychiatrycznego.
Zdaniem psychiatry jedynym rozsądnym rozwiązaniem jest przekwalifikowanie zawodowe i dokształcanie.

Radio Szczecin