W Sądzie Rejonowym w Kołobrzegu ruszył proces przeciwko czterem miejscowym policjantom. Jednemu z nich prokuratura zarzuca znęcanie się nad zatrzymanym, a także wymuszanie zeznań za pomocą paralizatora. Pozostali trzej mieli przekroczyć swoje uprawnienia i dopuścić do znęcania się nad zakutym w kajdanki mężczyzną.
Zarzuty dotyczą zdarzenia z lipca 2016 roku. Wówczas to policja otrzymała zawiadomienie o pobiciu, do jakiego doszło w okolicach Pomnika Zaślubin. Funkcjonariusze po pościgu zatrzymali wówczas 18-letniego mężczyznę. Jak zeznawał podczas wtorkowej rozprawy, jeden z policjantów wielokrotnie miał razić go paralizatorem już po zatrzymaniu i przewiezieniu do komendy.
Rodzice młodego mężczyzny zaznaczają, że oczekują wyroku skazującego. - Chodzi o okazanie prawdy i o to, żeby oprawcy nie pracowali w policji. Widzimy w nich oprawców - powiedział ojciec.
- Ja tego nie rozumiem, jak można z zimną krwią torturować bezbronnego skutego człowieka. Ja nie chcę takiej policji w tym kraju - dodała matka.
Zatrzymani policjanci nie przyznali się do winy. Podczas dzisiejszej rozprawy tylko główny oskarżony składał wyjaśnienia. Odmówił jednak odpowiedzi na pytania prokuratury. Bartosz Papucewicz, obrońca pozostałych oskarżonych zapewnia o niewinności swoich klientów.
- To nie jest tak, że źli policjanci napadli na dobrego, sympatycznego chłopca. Wręcz przeciwnie. To jest sytuacja taka, że tu miało miejsce zdarzenie przestępcze. Wydaje mi się, że to jest usprawiedliwienie się przed rodzicami co do zdarzeń, które spowodowały zatrzymanie - tłumaczył Papucewicz.
Głównemu oskarżonemu grozi nawet do 10 lat pozbawienia wolności. Został on wydalony ze służby. Pozostałym również grozi więzienie, a dodatkowo młody mężczyzna oczekuje od policjantów 100 tysięcy złotych zadośćuczynienia.
Rodzice młodego mężczyzny zaznaczają, że oczekują wyroku skazującego. - Chodzi o okazanie prawdy i o to, żeby oprawcy nie pracowali w policji. Widzimy w nich oprawców - powiedział ojciec.
- Ja tego nie rozumiem, jak można z zimną krwią torturować bezbronnego skutego człowieka. Ja nie chcę takiej policji w tym kraju - dodała matka.
Zatrzymani policjanci nie przyznali się do winy. Podczas dzisiejszej rozprawy tylko główny oskarżony składał wyjaśnienia. Odmówił jednak odpowiedzi na pytania prokuratury. Bartosz Papucewicz, obrońca pozostałych oskarżonych zapewnia o niewinności swoich klientów.
- To nie jest tak, że źli policjanci napadli na dobrego, sympatycznego chłopca. Wręcz przeciwnie. To jest sytuacja taka, że tu miało miejsce zdarzenie przestępcze. Wydaje mi się, że to jest usprawiedliwienie się przed rodzicami co do zdarzeń, które spowodowały zatrzymanie - tłumaczył Papucewicz.
Głównemu oskarżonemu grozi nawet do 10 lat pozbawienia wolności. Został on wydalony ze służby. Pozostałym również grozi więzienie, a dodatkowo młody mężczyzna oczekuje od policjantów 100 tysięcy złotych zadośćuczynienia.

Radio Szczecin