Czy dzieci ze żłobków i przedszkoli "wyskoczą na piwo"? - szczecińscy radni komisji zdrowia i oświaty debatowali, na ile sklep z alkoholem powinien być oddalony od placówek dla najmłodszych. Teraz to 100 metrów.
Przyczynkiem była historia przedsiębiorców, którzy chcieliby otworzyć prywatny punkt przedszkolny - tyle, że w większości nowych osiedli deweloperzy mają już na etapie budowy podpisane umowy z siecią sklepów, w których są sprzedawane "procenty". A to blokuje powstanie przedszkola.
Zdaniem części radnych przepisy są dobre, a sklep w pobliżu będzie dawał zły przykład - mówiła radna Jolanta Balicka. - Nie wyobrażam sobie, że przy każdym przedszkolu - teoretycznie - może być punkt ze sprzedażą alkoholu.
Pan Mateusz i pani Klaudia tłumaczyli, że nie mają szans w starciu z siecią handlową i przedszkola nie założą. - Uchwała, która miała się tyczyć tych sklepów, tyczy się nas. Czyli uderza w nas, a nie w lokale.
Radny Paweł Bartnik mówił o konflikcie interesu. - Gdzie byśmy nie poszli, do jakiegokolwiek dewelopera, to zawsze trafi się na jakiś punkt już zapewniony i zatwierdzony.
Adriana Brzeźniak-Misiuro ze Szczecińskiego Centrum Profilaktyki Uzależnień zwracała uwagę, że dyrektorzy przedszkoli nie zgłaszają problemów ze sklepami w pobliżu.
- Argument, że alkohol będzie obecny w sklepie, jest tak naprawdę żadnym argumentem. On jest teraz wszędzie, w każdym innym sklepie. Dziecko chodzi na zakupy z rodzicami także poza pójściem do przedszkola - mówiła Brzeźniak-Misiuro.
Na razie nie ma żadnych decyzji co do łagodzenia bądź zaostrzania miejskich regulacji dotyczących zasad sprzedaży alkoholu i sąsiedztwa przedszkoli. Radni mają dyskutować o tym wewnątrz klubów.
Zdaniem części radnych przepisy są dobre, a sklep w pobliżu będzie dawał zły przykład - mówiła radna Jolanta Balicka. - Nie wyobrażam sobie, że przy każdym przedszkolu - teoretycznie - może być punkt ze sprzedażą alkoholu.
Pan Mateusz i pani Klaudia tłumaczyli, że nie mają szans w starciu z siecią handlową i przedszkola nie założą. - Uchwała, która miała się tyczyć tych sklepów, tyczy się nas. Czyli uderza w nas, a nie w lokale.
Radny Paweł Bartnik mówił o konflikcie interesu. - Gdzie byśmy nie poszli, do jakiegokolwiek dewelopera, to zawsze trafi się na jakiś punkt już zapewniony i zatwierdzony.
Adriana Brzeźniak-Misiuro ze Szczecińskiego Centrum Profilaktyki Uzależnień zwracała uwagę, że dyrektorzy przedszkoli nie zgłaszają problemów ze sklepami w pobliżu.
- Argument, że alkohol będzie obecny w sklepie, jest tak naprawdę żadnym argumentem. On jest teraz wszędzie, w każdym innym sklepie. Dziecko chodzi na zakupy z rodzicami także poza pójściem do przedszkola - mówiła Brzeźniak-Misiuro.
Na razie nie ma żadnych decyzji co do łagodzenia bądź zaostrzania miejskich regulacji dotyczących zasad sprzedaży alkoholu i sąsiedztwa przedszkoli. Radni mają dyskutować o tym wewnątrz klubów.

Radio Szczecin